9 lutego 2017

Balneario de Panticosa

Z uwagi na to, że po całym dniu jestem zupełnie pozbawiony mocy, będzie krótka historia obrazkowa. Pół nocy zarwałem ucząc się na egzamin z czasowników. Po kursie zastanawiałem się, czy nie zmarnować dnia kładąc się spać. Wybrałem jednak inną opcję - spokojną przejażdżkę. Tempo emeryckie, by nie dostać zawału. W końcu zdarzył się prawie bezwietrzny dzień. W Biescas było aż 14 st. C.

Pierwotnym celem były: urokliwa Tramacastilla de Tena, Sallent de Gállego (z którego ostatecznie zrezygnowałem z powodu braku czasu i konieczności przejechania przez tunel - nie zabrałem ze sobą oświetlenia) oraz Panticosa. Powyżej pierwszej miejscowości znajduje się wioska Sandiniés, która z Escarrilla połączona jest wąską, alternatywną do głównej, drogą. Tam nadziałem się na pierwszy w tym roku, leżący na jezdni śnieg. Na szczęście bielutki. Przejechałem przezeń powoli i spokojnie, aczkolwiek przypomniały mi się stare, dobre czasy, gdy podczas polskich zim uzbrojony jedynie w łyse, 23-milimetrowe opony, brodziłem w brudnym śniegu czy wpadałem w poślizgi na lodzie, a biedny, zajechany rower rdzewiał sobie potem w piwnicy, cichutko, w samotności. Teraz również szkoda mi było obecnej maszyny. Dopiero co pięknie ją wyszorowałem, odkręciłem i przeczyściłem większość części, założyłem nową kasetę i łańcuch, a już się upaprał (najpierw samym śniegiem, później mieszaniną drobnego piasku i soli drogowej rozpuszczonej w wodzie), podczas zaledwie trzeciej jazdy. Jutro znowu gąbka w dłoń i czyścimy…

Z Escarrilla wróciłem kawałek i skręciłem w kierunku kurortu Panticosa. Zaktualizowany plan obejmował fragment podjazdu do uzdrowiska Balneario de Panticosa i powrót do domu przez jeszcze jedną, ponad 200-metrowej wysokości hopkę. Temperatura wynosiła 9 st. C, bardzo przyjemnie się jechało, więc z każdym zakrętem podjazdu odkładałem decyzję o zawróceniu. W ten oto sposób osiągnąłem, niejako przypadkowo, najwyższy punkt dzisiejszego dnia - ok. 1650 m n.p.m. Na górze był już tylko 1 st. C, ale będąc rozgrzanym, jeszcze przez kilkanaście minut zjazdu nie czułem zimna. Później cierpiały tylko palce dłoni i stóp. Bardzo cierpiały. Wróciłem po zachodzie Słońca. Byłem trochę zaskoczony faktem, że w środku zimy udało się wjechać tak wysoko. Od przyszłego tygodnia temperatura w ciągu dnia nie powinna już spadać poniżej 10 st. C, więc może uda się zaliczyć Puerto de Somport. Tak przy okazji, przejazd na stroną francuską przez Puerto de Portalet nie jest aktualnie możliwy (o czym informowała elektroniczna tablica na trasie), najpewniej z powodu lawin zasypujących drogę po stronie sąsiadów z północy.



Embalse de Búbal

El Pueyo de Jaca

Droga z Sandiniés do Escarrilla...

... miejscami wyglądała tak

Panticosa

Droga zamykana w razie zagrożenia lawinowego

To sem ja!

Jeden z wielu wodospadów

Jedna lawina zdążyła już zejść

Ze strachem w oczach jechałem pod tymi soplami

Uzdrowisko Balneario de Panticosa na wysokości ok. 1650 m n.p.m.

Któryś z nich to Garmo Negro (3051-3066 m n.p.m.)

Zjazd doliną

Trzy tunele przeciwlawinowe

Wydarzyła się tragedia!

Policía Militar ratuje manekina, który spadł w przepaść


Dane:
80,57 km
3 h 17 min 47 sec
Vśr = 24,44 km/h
Vmax = 70,74 km/h

Słowo na dziś:
el alud - lawina

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz