W największym skrócie, gdyż organizm domaga się odpoczynku: po prawie nieprzespanej nocy – bo 3 godziny lekkiego snu można uznać za nieprzespaną noc – wyjechałem z Sabi o godzinie 8:40 (pierwotnie miało być o godzinie 7:00). Pierwszym celem była stolica prowincji, Miasto Mgieł – Huesca, następnym – zamek Loarre.
W okolicach Hostal de Ipiés temperatura spadła do zaledwie 2 st. C, ale byłem na to przygotowany. Podjazd na Puerto de Monrepós rozpocząłem główną drogą, z której zjechałem po około 400 metrach na starą szosę. Jej początek pozbawiony jest utwardzonej nawierzchni – istny kamień na kamieniu. Kiedy udało się przezeń przejechać nie uszkadzając przy tym kół, czekała mnie mozolna wspinaczka drogą, która lata świetności miała już dawno za sobą. Przełęcz zwana jest „Balkonem Pirenejów”, gdyż rozpościera się z niej widok na większą część pasma znajdującego się w Aragonii. Zrobiłem kilka zdjęć (te z tabletu usunąłem, gdyż były kiepskiej jakości), bo warunki pogodowe ku temu bardzo dzisiaj sprzyjały – i rozpocząłem zjazd w kierunku południowym przez tunele Monrepós. Pierwszy z nich liczy sobie ponad 600 metrów długości, drugi prawie 1500 metrów. Między nimi droga zdążyła zmienić się w autostradę, w związku z czym przez kilka kilometrów ryzykowałem otrzymanie ładnego mandatu. Za wioską Arguis zjechałem na starą szosę, której nawierzchnia przez pierwszych kilka kilometrów pozostawiała wiele do życzenia. Później leżał już piękny, nowy asfalt, którym dojechałem aż do Huesca.
Pokręciłem się trochę po mieście, załatwiłem kilka spraw i po trzech godzinach wyjechałem w kierunku Ayerbe. Nie od razu dojechałem doń, gdyż odbiłem w prawo, by zaliczyć Castillo de Loarre – zamek z XI wieku, w którym rozgrywała się akcja kilku filmów, m. in. Królestwa Niebieskiego, a wcześniej, w miasteczku Bolea – kolegiatę z XVI wieku. Podjazd prowadzący do zamku był dość konkretny, jednak w trzech miejscach pozbawiony asfaltu z uwagi na trwające prace związane z likwidacją osuwisk. Po dłuższej chwili dotarłem na wysokość ponad 1050 m. n.p.m., skąd rozpościerał się wspaniały widok na jedną z niewielu w miarę płaskich części Aragonii. Zjeżdżając, zawitałem do uroczego miasteczka o tej samej nazwie i skierowałem się do Ayerbe, przez które szybko przeskoczyłem. Po dłuższej chwili znalazłem się w okolicach monumentalnych skał Mallos de Riglos. Po Internecie krążą filmy, które pokazują do czego w tym miejscu są zdolni żądni wrażeń amatorzy różnego rodzaju skoków z wysokości. Skały znajdują się w pobliżu przełomu rzeki Gállego. Po jego pokonaniu znalazłem się obok zapory na Embalse de la Peña, przez który prowadzi most bezpośrednio połączony jednym końcem tunelem. Dość interesująca konstrukcja inżynieryjna. Teraz czekało mnie kilkanaście kilometrów wspinaczki pod ostatni, większy podjazd tego dnia – Puerto de Santa Barbara (858 m n.p.m.). Powoli zaczęła dopadać mnie bomba, więc nie marnując zbyt wiele czasu na szczycie, rozpocząłem zjazd, który później przerodził się w delikatną, acz długą wspinaczkę do Jaca. Tam uraczyłem się popularnym fastfoodem, by resztką sił dojechać do domu. Ostatecznie pokręciłem się jeszcze po okolicy w celu zakończenia pętli z wynikiem 200 kilometrów. Po 12 godzinach zwiedzania udało się cało i zdrowo dojechać do domu.
Pokręciłem się trochę po mieście, załatwiłem kilka spraw i po trzech godzinach wyjechałem w kierunku Ayerbe. Nie od razu dojechałem doń, gdyż odbiłem w prawo, by zaliczyć Castillo de Loarre – zamek z XI wieku, w którym rozgrywała się akcja kilku filmów, m. in. Królestwa Niebieskiego, a wcześniej, w miasteczku Bolea – kolegiatę z XVI wieku. Podjazd prowadzący do zamku był dość konkretny, jednak w trzech miejscach pozbawiony asfaltu z uwagi na trwające prace związane z likwidacją osuwisk. Po dłuższej chwili dotarłem na wysokość ponad 1050 m. n.p.m., skąd rozpościerał się wspaniały widok na jedną z niewielu w miarę płaskich części Aragonii. Zjeżdżając, zawitałem do uroczego miasteczka o tej samej nazwie i skierowałem się do Ayerbe, przez które szybko przeskoczyłem. Po dłuższej chwili znalazłem się w okolicach monumentalnych skał Mallos de Riglos. Po Internecie krążą filmy, które pokazują do czego w tym miejscu są zdolni żądni wrażeń amatorzy różnego rodzaju skoków z wysokości. Skały znajdują się w pobliżu przełomu rzeki Gállego. Po jego pokonaniu znalazłem się obok zapory na Embalse de la Peña, przez który prowadzi most bezpośrednio połączony jednym końcem tunelem. Dość interesująca konstrukcja inżynieryjna. Teraz czekało mnie kilkanaście kilometrów wspinaczki pod ostatni, większy podjazd tego dnia – Puerto de Santa Barbara (858 m n.p.m.). Powoli zaczęła dopadać mnie bomba, więc nie marnując zbyt wiele czasu na szczycie, rozpocząłem zjazd, który później przerodził się w delikatną, acz długą wspinaczkę do Jaca. Tam uraczyłem się popularnym fastfoodem, by resztką sił dojechać do domu. Ostatecznie pokręciłem się jeszcze po okolicy w celu zakończenia pętli z wynikiem 200 kilometrów. Po 12 godzinach zwiedzania udało się cało i zdrowo dojechać do domu.
| Bolea |
| Wejście do kolegiaty w Bolea... |
| ...i widok sprzed wejścia |
| Droga do Loarre |
| Castillo de Loarre |
| Los Mallos de Riglos |
| Embalse de la Peña |
Dane:
202,71 km
8 h 32 min 31 sec
Vśr = 23,73 km/h
Vmax = 60,85 km/h
Słowo na dziś:
el castillo - zamek
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz