W sobotni wieczór napisał do mnie miły znajomy Manu. Oznajmił, że następnego dnia wraz z kilkoma osobami planują odbyć rekonesans trasy wyścigu, który ma zostać rozegrany w przyszłą niedzielę: 135 kilometrów i nieco ponad 1000 metrów przewyższenia. Mając uzasadnione wątpliwości co do pogody – przez całą sobotę padał śnieg z deszczem – zgodziłem się dopiero po dłuższej chwili.
Prognozy na niedzielę były raczej obiecujące. Rano jednak cała dolina była zasypana. Z kolei tam, gdzie jechaliśmy, największym problemem miał być wiatr – zresztą jak zawsze. Nie bez powodu Hiszpanie największe miasto Aragonii – Zaragozę uważają za najgorsze do życia miejsce w kraju: w lecie upały nie do zniesienia, w zimie przeszywające chłody, a do tego nieustający wiatr. Stolica czy Miasto Wiatru, jak kto woli.
Zbiórka miała miejsce o godzinie 9:00. Temperatura wynosiła bodaj 4 st. C. Po ponad godzinnej jeździe znaleźliśmy się w miasteczku Luna, czyli Księżyc. Nazwę otrzymało zapewne dzięki krajobrazowi, który otacza pobliski płaskowyż. Na jego szczycie znajduje się 500-letnie Monasterio de la Virgen de Monlora. Teoretycznie było znacznie cieplej niż w Sabi, ale przez to wietrzysko, temperatura odczuwalna oscylowała w granicach 0 st. C. Po dzisiejszym dniu muszę na nowo zdefiniować pojęcie wiatru – to, z czym w Polsce czasami miałem do czynienia, jest tylko łagodną bryzą. Tutaj wieje zawsze i ze wszystkich stron. Dzisiaj nie było inaczej. Rzadko kiedy mieliśmy wiatr w plecy. Przez zdecydowanie większą część trasy był to wmordewind. Mimo ograniczenia do minimum tak potrzebnych mojej osobie postojów (w celu rozprostowania starych kości), całkiem sprawnie pokonaliśmy całą drogę. Nie da się ukryć, że również dzięki dobrej współpracy w grupie. Niestety mocne, rwane tempo na ostatnich dwudziestu kilometrach wykończyło mnie do reszty, a na koniec został podjazd prowadzący na wspomniany 200-metrowy płaskowyż. Grupetto nam się posypało, ale ostatecznie wszyscy stanęliśmy na szczycie, skąd pochodzą poniższe zdjęcia. Później tylko powrót do samochodów, uliczne przebieranie w cywilne ciuchy i wizyta w pobliskim schronisku, by posilić się piwem, ciepłymi kanapkami z jamónem i kawą.
![]() |
| © Raúl R. |
Dane:
136,52 km
4 h 38 min 29 sec
Vśr = 29,41 km/h
Vmax = 68,99 km/h
Słowo na dziś:
el albergue - schronisko








Brak komentarzy:
Prześlij komentarz