8 grudnia 2016

Gracionépel, Lerés, Badaguás y Orante

Zwiedzania okolic ciąg dalszy. Zbyt późno wybieram się z domu, aby pojechać gdzieś dalej. Trasę rozpocząłem od małej sesji, po której udałem się na zachód, by zaliczyć ostatnie miejscowości, gdzie moje koło jeszcze nie kręciło w tym roku.

7 grudnia 2016

San Román de Basa

Wioska San Román de Basa jest ponoć opuszczona. Faktycznie, tamtejszy kościół ledwo stoi, ale zaraz obok jest ładnie wyremontowana hacjenda. Prąd też doprowadzony. Ktoś jednak tam czasami przyjeżdża. Dzisiaj miałem okazję o tym się przekonać.

6 grudnia 2016

Güé

Z uwagi na to, że pogoda jak z… reguły dopisała, wybraliśmy się na „lokalne Pilsko”, czyli Güé (1579 m n.p.m.). Z trudem wystartowaliśmy z domu o godzinie 12:30. Po 60 minutach spaceru przez miasto i tereny poza nim, dotarliśmy do podnóża wzniesienia i zarazem początku szlaku pieszego. Tą drogą wspinaliśmy przez kolejnych sześćdziesiąt kilka minut. Niestety dzisiaj - podobnie jak w dniu 01.11.2016 r., gdy weszliśmy na Oturię (1921 m n.p.m.) - większa część Val Acha była dziwnie zamulona. Widoki były równie oszałamiające, jak wtedy, ale widoczność na południe i na zachód była co najwyżej średnia. Za to upał na podejściu straszliwy jak na grudzień. Na górze było chyba 15 st. C.

5 grudnia 2016

Borrés, Pardinilla y Espuéndolas

Ból nóg po sobotniej przejażdżce powili ustępował. Chcąc, aby jeszcze szybciej doszły do siebie, wybrałem się zbadać okoliczne wioski, w których jeszcze nie byłem. Wybór padł na trzy najbliższe, leżące na zachód od Sabiñánigo. Drogi prowadzące do nich nie były najeżone zbyt spektakularnymi podjazdami. Tym lepiej dla moich kończyn dolnych.

3 grudnia 2016

Parque nacional de Ordesa

Dzisiejsza trasa przejdzie do historii. Zniszczyła mnie okrutnie i uświadomiła mi zarazem, że soy viejo y bastante gordo. Były momenty, podczas których nie przypominała przyjemnej, sobotniej przejażdżki. W lecie taką trasę mógłbym zrobić między śniadaniem a obiadem. Teraz przez pół drogi walczyłem o przetrwanie. Broniłem się, by nie spaść z roweru i nie umrzeć w rowie. Udało się. Ponadto zobaczyłem fragment jednej z największych atrakcji Aragonii i całej Hiszpanii.

Wyjechałem bodaj po godzinie 12:00. Ze zmęczenia już dobrze nie pamiętam. Skierowałem się na wschód, w kierunku Yebra de Basa i dalej Fiscal. Do tej pierwszej miejscowości spotkałem jadących z przeciwnego kierunku kilkudziesięciu kolarzy w grupkach po 2-3 osoby. Potem pustki. Jadąc pod wiatr, w temperaturze dochodzącej w Słońcu do 16 st. C, dotarłem w końcu do przełęczy (około 1227 m n.p.m.), poniżej której znajduje się Túnel de Pedralba o długości 2625 m.

Zatrzymałem się na chwilę, aby ubrać się cieplej i włączyć światła. W tym momencie z tunelu wyjechał jeden kolarz - czyli jako takiego zakazu jazdy rowerem tędy nie ma. Przez sam tunel przejechałem w ciągu około 4 minut. Droga prowadziła
lekko w dół jednym pasem, natomiast przeciwny kierunek miał do dyspozycji dwa pasy ruchu. Jadące za mną samochody nie mogły wykonać manewru wyprzedzania, ponieważ między pasami ustawione były co kilka metrów plastikowe ograniczniki. Dwa razy zjechałem do znajdujących się co 900 m zatok awaryjnych, aby przepuścić wlokące się za mną pojazdy (chociaż ograniczenie prędkości w tunelu i tak wynosiło 60 km/h). Po wyjechaniu z tunelu miałem przed sobą 5,5-kilometrowy zjazd (dochodzący do 8 %), na którym znajdował się jeszcze 170-metrowy Túnel de Berroy. Na zjeździe, podczas 15. etapu Vuelta a España 2016 niektórzy zawodnicy rozpędzili się do ponad 100 km/h. Kiedy oni jechali, nie wiał tak mocno przeciwny wiatr oraz mogli korzystać z całej szerokości drogi. Ja natomiast, trzymając się swojego pasa, rozpędziłem się tylko do 79 km/h. Wynik do pobicia w bardziej sprzyjających warunkach.



Zdziwiłem się tym, jak szybko przejechałem przez tunel

Podjazd do Asín de Broto: 3 km długości, 6 serpentyn

Oturia (1921 m n.p.m.) widziana od strony wschodniej

W centrum Bergua Ayerbe de Broto - tylko jak tam dojechać?

Charakterystyczne zjawisko: w Słońcu 20 st. C, a w cieniu mróz

Drogi mokre, ale nie śliskie - Hiszpanie nie szczędzą soli

Zjechałem do Fiscal i skręciłem na północ. Kilka kilometrów dalej postanowiłem zrobić podjazd do Asín de Broto (1036 m n.p.m.). Z miasteczka widoczna była Oturia (1921 m n.p.m.) oraz po przeciwległej stronie doliny, wysoko położone Bergua Ayerbe de Broto (1040 m n.p.m., ale wyglądało na znaczniej wyżej położone). Byłem zszokowany tym, gdzie powstała ta wioska. Zastanawiałem się, jak tam dojechać. Następnym razem to sprawdzę. Zjazd był całkiem niezły. Powoli i bez większych problemów dojechałem po częściowo mokrej drodze do Broto. W samym miasteczku odkryłem ścieżkę do pobliskiego wodospadu, o którego istnieniu dowiedziałem się podczas transmisji rzeczonego etapu Vuelty. Zrobiłem kilka zdjęć i ruszyłem dalej.

Cascada de Sorrosal w Broto

Malowniczo położone Broto

W oddali Puerto de Cotefablo

Następnym celem była Torla i wjazd na teren Parku Narodowego Ordesa i Monte Perdido. Miejscowość minąłem bez zatrzymywania, a do parku narodowego wjechałem z myślą dojechania do parkingu, z którego turyści ruszają w górę doliny. W sezonie letnim samochód należy zostawić w miasteczku. Na teren parku mogą wjechać jedynie autokary, ponoć darmowe, kursujące z Torli. Od początku listopada szlabany są podniesione i można wjechać własnym środkiem transportu. Tak też postanowiłem zrobić - w ubiegłym roku w lipcu nie wpuszczono mnie na rowerze. Droga cały czas pięła się pod górę. Po 4 km od startu przestało być zabawnie. Temperatura spadła poniżej 0 st. C. Moje ubranie pozwalało na komfortową jazdę w okolicach 10-12 st. C. Pod górę jeszcze dało się jechać w niższej temperaturze, ale zjazd stanowił już pewne ryzyko. Duże wychłodzenie organizmu kilkadziesiąt kilometrów przed domem nie wróżyło najlepiej.


Torla-Ordesa (do listopada 2014 r. obowiązywała nazwa Torla)




Do celu zabrakło 600 m jazdy po lodzie

Droga powrotna



Z uwagi na późną godzinę i uczucie wyziębienia, Torla-Ordesa nie mogła mnie ugościć, choćby przez chwilę. Pojechałem dalej, byle rozpocząć podjazd pod Puerto de Cotefablo (1423 m n.p.m.) i jak najszybciej rozgrzać się na nim. Słońce już dawno schowało się za górami. Temperatura wzrosła do zaledwie 7 st. C. Zdradziecki podjazd ciągnął się w nieskończoność. Na 75. km, dokładnie kilometr przed szczytem dopadła mnie bomba. Temperatura znowu spadła do 2 st. C. Zatrzymałem się, zjadłem ciastka, które wiozłem cały czas i po dłuższej chwili, jak nowo narodzony ruszyłem dalej. Zdobyłem przełęcz, przejechałem przez Túnel del Cotefablo o długości 680 m i rozpocząłem zjazd, którego obawiałem się najbardziej. Zmęczenie w połączeniu z mokrą nawierzchnią nie mogły przynieść niczego dobrego. Na szczęście jezdnia okazała się miarę sucha. Ja za to znowu zmarzłem. Minąłem Gavín i wspaniałym fragmentem drogi zjechałem do Biescas. Droga cały czas prowadziła w dół, do tego delikatnie falowała na boki, co przy znikomym ruchu samochodowym pozwalało na delikatnie ścinanie zakrętów z prędkością nie mniejszą niż 50 km/h. Miód!


Linás de Broto

I na sam koniec taka sobie przełęcz



Z Biescas do domu zostało dokładnie 15 km. Okazały się formalnością. Minimalnie większy ruch na drodze niż zazwyczaj spowodowany był tutejszym długi weekendem.  W Sabi byłem o godzinie 18:15. Po powrocie waga wskazała, że straciłem 3 kg masy ciała w porównaniu do wieczoru dnia poprzedniego. Pięknie, jeszcze kila takich wycieczek i będę ważył tyle, co w lecie!


Dane:
107,04 km
4 h 40 min 51 sec
Vśr = 22,86 km/h
Vmax = 79,27 km/h
4820 m przewyższenia (według Geocontext-Profiler... uważam, że to jest niemożliwe, dlatego od dzisiaj rezygnuję z podawania tej danej - niedokładność i przekłamania tego narzędzia wołają o pomstę do nieba)
3655 m pokonane 4 tunelami


Słowo na dziś:
la fatiga - zmęczenie

2 grudnia 2016

Ipás y Baraguás

Późne wyjazdy z domu mają to do siebie, że są równoznaczne z marznięciem podczas powrotów. Dzisiaj nie było inaczej. Odbyłem szybki trip po piwo, którego ostatecznie nie kupiłem. Jednak zanim dojechałem do Jaca, zawitałem do dwóch małych miejscowości i odkryłem kilka srogich podjazdów.

1 grudnia 2016

Formigal

Wczoraj wymieniłem dętkę. Nie jeździłem w sumie przez tydzień. Musiałem rozpocząć od czegoś konkretnego. Wybór padł na Puerto del Portalet (1794 m n.p.m.). Chciałem w wysokich górach zobaczyć z bliska, jak wygląda śnieg. Oczywiście wyjechałem zbyt późno na taką trasę. Dookoła czyste niebo, a termometr wskazywał 11 st. C. Ruszyłem w górę Valle de Tena. Początkowo zbyt mocno. Ostre, górskie powietrze negatywnie odbiło się na moim gardle. Spokojniejszym tempem dojechałem do Biescas, za którym zaczął się podjazd. W Słońcu jechało się całkiem przyjemnie, w cieniu natomiast temperatura spadała poniżej 10 st. C. Pierwszy śnieg leżał na poboczu w okolicach zjazdu do Piedrafita de Jaca. Musiałem zwolnić, ponieważ droga wyglądała nawet na oblodzoną. Zrobiłem kilka zdjęć na pobliskim parkingu i ruszyłem w kierunku Escarrilla. W miejscowości tej zawsze uzupełniałem zapasy wody w tamtejszym źródełku. Teraz zabrałem ze sobą pełny bidon, z którego nie wziąłem ani jednego łyku.