Dzisiejsza trasa przejdzie do historii. Zniszczyła mnie okrutnie i uświadomiła mi zarazem, że soy viejo y bastante gordo. Były momenty, podczas których nie przypominała przyjemnej, sobotniej przejażdżki. W lecie taką trasę mógłbym zrobić między śniadaniem a obiadem. Teraz przez pół drogi walczyłem o przetrwanie. Broniłem się, by nie spaść z roweru i nie umrzeć w rowie. Udało się. Ponadto zobaczyłem fragment jednej z największych atrakcji Aragonii i całej Hiszpanii.
Wyjechałem bodaj po godzinie 12:00. Ze zmęczenia już dobrze nie pamiętam. Skierowałem się na wschód, w kierunku Yebra de Basa i dalej Fiscal. Do tej pierwszej miejscowości spotkałem jadących z przeciwnego kierunku kilkudziesięciu kolarzy w grupkach po 2-3 osoby. Potem pustki. Jadąc pod wiatr, w temperaturze dochodzącej w Słońcu do 16 st. C, dotarłem w końcu do przełęczy (około 1227 m n.p.m.), poniżej której znajduje się Túnel de Pedralba o długości 2625 m.
Zatrzymałem się na chwilę, aby ubrać się cieplej i włączyć światła. W tym momencie z tunelu wyjechał jeden kolarz - czyli jako takiego zakazu jazdy rowerem tędy nie ma. Przez sam tunel przejechałem w ciągu około 4 minut. Droga prowadziła lekko w dół jednym pasem, natomiast przeciwny kierunek miał do dyspozycji dwa pasy ruchu. Jadące za mną samochody nie mogły wykonać manewru wyprzedzania, ponieważ między pasami ustawione były co kilka metrów plastikowe ograniczniki. Dwa razy zjechałem do znajdujących się co 900 m zatok awaryjnych, aby przepuścić wlokące się za mną pojazdy (chociaż ograniczenie prędkości w tunelu i tak wynosiło 60 km/h). Po wyjechaniu z tunelu miałem przed sobą 5,5-kilometrowy zjazd (dochodzący do 8 %), na którym znajdował się jeszcze 170-metrowy Túnel de Berroy. Na zjeździe, podczas 15. etapu Vuelta a España 2016 niektórzy zawodnicy rozpędzili się do ponad 100 km/h. Kiedy oni jechali, nie wiał tak mocno przeciwny wiatr oraz mogli korzystać z całej szerokości drogi. Ja natomiast, trzymając się swojego pasa, rozpędziłem się tylko do 79 km/h. Wynik do pobicia w bardziej sprzyjających warunkach.
Wyjechałem bodaj po godzinie 12:00. Ze zmęczenia już dobrze nie pamiętam. Skierowałem się na wschód, w kierunku Yebra de Basa i dalej Fiscal. Do tej pierwszej miejscowości spotkałem jadących z przeciwnego kierunku kilkudziesięciu kolarzy w grupkach po 2-3 osoby. Potem pustki. Jadąc pod wiatr, w temperaturze dochodzącej w Słońcu do 16 st. C, dotarłem w końcu do przełęczy (około 1227 m n.p.m.), poniżej której znajduje się Túnel de Pedralba o długości 2625 m.
Zatrzymałem się na chwilę, aby ubrać się cieplej i włączyć światła. W tym momencie z tunelu wyjechał jeden kolarz - czyli jako takiego zakazu jazdy rowerem tędy nie ma. Przez sam tunel przejechałem w ciągu około 4 minut. Droga prowadziła lekko w dół jednym pasem, natomiast przeciwny kierunek miał do dyspozycji dwa pasy ruchu. Jadące za mną samochody nie mogły wykonać manewru wyprzedzania, ponieważ między pasami ustawione były co kilka metrów plastikowe ograniczniki. Dwa razy zjechałem do znajdujących się co 900 m zatok awaryjnych, aby przepuścić wlokące się za mną pojazdy (chociaż ograniczenie prędkości w tunelu i tak wynosiło 60 km/h). Po wyjechaniu z tunelu miałem przed sobą 5,5-kilometrowy zjazd (dochodzący do 8 %), na którym znajdował się jeszcze 170-metrowy Túnel de Berroy. Na zjeździe, podczas 15. etapu Vuelta a España 2016 niektórzy zawodnicy rozpędzili się do ponad 100 km/h. Kiedy oni jechali, nie wiał tak mocno przeciwny wiatr oraz mogli korzystać z całej szerokości drogi. Ja natomiast, trzymając się swojego pasa, rozpędziłem się tylko do 79 km/h. Wynik do pobicia w bardziej sprzyjających warunkach.
| Zdziwiłem się tym, jak szybko przejechałem przez tunel |
| Podjazd do Asín de Broto: 3 km długości, 6 serpentyn |
| Oturia (1921 m n.p.m.) widziana od strony wschodniej |
| W centrum |
| Charakterystyczne zjawisko: w Słońcu 20 st. C, a w cieniu mróz |
| Drogi mokre, ale nie śliskie - Hiszpanie nie szczędzą soli |
Zjechałem do Fiscal i skręciłem na północ. Kilka kilometrów dalej postanowiłem zrobić podjazd do Asín de Broto (1036 m n.p.m.). Z miasteczka widoczna była Oturia (1921 m n.p.m.) oraz po przeciwległej stronie doliny, wysoko położone Bergua Ayerbe de Broto (1040 m n.p.m., ale wyglądało na znaczniej wyżej położone). Byłem zszokowany tym, gdzie powstała ta wioska. Zastanawiałem się, jak tam dojechać. Następnym razem to sprawdzę. Zjazd był całkiem niezły. Powoli i bez większych problemów dojechałem po częściowo mokrej drodze do Broto. W samym miasteczku odkryłem ścieżkę do pobliskiego wodospadu, o którego istnieniu dowiedziałem się podczas transmisji rzeczonego etapu Vuelty. Zrobiłem kilka zdjęć i ruszyłem dalej.
| Cascada de Sorrosal w Broto |
| Malowniczo położone Broto |
| W oddali Puerto de Cotefablo |
Następnym celem była Torla i wjazd na teren Parku Narodowego Ordesa i Monte Perdido. Miejscowość minąłem bez zatrzymywania, a do parku narodowego wjechałem z myślą dojechania do parkingu, z którego turyści ruszają w górę doliny. W sezonie letnim samochód należy zostawić w miasteczku. Na teren parku mogą wjechać jedynie autokary, ponoć darmowe, kursujące z Torli. Od początku listopada szlabany są podniesione i można wjechać własnym środkiem transportu. Tak też postanowiłem zrobić - w ubiegłym roku w lipcu nie wpuszczono mnie na rowerze. Droga cały czas pięła się pod górę. Po 4 km od startu przestało być zabawnie. Temperatura spadła poniżej 0 st. C. Moje ubranie pozwalało na komfortową jazdę w okolicach 10-12 st. C. Pod górę jeszcze dało się jechać w niższej temperaturze, ale zjazd stanowił już pewne ryzyko. Duże wychłodzenie organizmu kilkadziesiąt kilometrów przed domem nie wróżyło najlepiej.
| Torla-Ordesa (do listopada 2014 r. obowiązywała nazwa Torla) |
| Do celu zabrakło 600 m jazdy po lodzie |
| Droga powrotna |
Z uwagi na późną godzinę i uczucie wyziębienia, Torla-Ordesa nie mogła mnie ugościć, choćby przez chwilę. Pojechałem dalej, byle rozpocząć podjazd pod Puerto de Cotefablo (1423 m n.p.m.) i jak najszybciej rozgrzać się na nim. Słońce już dawno schowało się za górami. Temperatura wzrosła do zaledwie 7 st. C. Zdradziecki podjazd ciągnął się w nieskończoność. Na 75. km, dokładnie kilometr przed szczytem dopadła mnie bomba. Temperatura znowu spadła do 2 st. C. Zatrzymałem się, zjadłem ciastka, które wiozłem cały czas i po dłuższej chwili, jak nowo narodzony ruszyłem dalej. Zdobyłem przełęcz, przejechałem przez Túnel del Cotefablo o długości 680 m i rozpocząłem zjazd, którego obawiałem się najbardziej. Zmęczenie w połączeniu z mokrą nawierzchnią nie mogły przynieść niczego dobrego. Na szczęście jezdnia okazała się miarę sucha. Ja za to znowu zmarzłem. Minąłem Gavín i wspaniałym fragmentem drogi zjechałem do Biescas. Droga cały czas prowadziła w dół, do tego delikatnie falowała na boki, co przy znikomym ruchu samochodowym pozwalało na delikatnie ścinanie zakrętów z prędkością nie mniejszą niż 50 km/h. Miód!
| Linás de Broto |
| I na sam koniec taka sobie przełęcz |
Z Biescas do domu zostało dokładnie 15 km. Okazały się formalnością. Minimalnie większy ruch na drodze niż zazwyczaj spowodowany był tutejszym długi weekendem. W Sabi byłem o godzinie 18:15. Po powrocie waga wskazała, że straciłem 3 kg masy ciała w porównaniu do wieczoru dnia poprzedniego. Pięknie, jeszcze kila takich wycieczek i będę ważył tyle, co w lecie!
Dane:
107,04 km
4 h 40 min 51 sec
Vśr = 22,86 km/h
Vmax = 79,27 km/h
4820 m przewyższenia (według Geocontext-Profiler... uważam, że to jest niemożliwe, dlatego od dzisiaj rezygnuję z podawania tej danej - niedokładność i przekłamania tego narzędzia wołają o pomstę do nieba)
3655 m pokonane 4 tunelami
Słowo na dziś:
la fatiga - zmęczenie
107,04 km
4 h 40 min 51 sec
Vśr = 22,86 km/h
Vmax = 79,27 km/h
4820 m przewyższenia (według Geocontext-Profiler... uważam, że to jest niemożliwe, dlatego od dzisiaj rezygnuję z podawania tej danej - niedokładność i przekłamania tego narzędzia wołają o pomstę do nieba)
3655 m pokonane 4 tunelami
Słowo na dziś:
la fatiga - zmęczenie
STOOOO LAAAAAAT !!!! :D
OdpowiedzUsuń