Niektórzy ludzie posiadają dar. Każdy ma inny. Znam jedną z takich osób. Jest to mój miły znajomy, równy kolo, taki ziom - Jarek. Ma on niesamowitą wytrzymałość. Swego czasu stał się dla mnie Jarosławem „Niszczycielem”. Ukończył na 13. miejscu (z czasem brutto 39 h 45 min 50 sec) tegoroczną edycję ultramaratonu kolarskiego Bałtyk-Bieszczady Tour. Ze Świnoujścia do Ustrzyk Górnych. 1008 km non-stop. Totalne szaleństwo! Do tego końcówka prowadziła po niemałych hopkach. Nie tylko wygrał ze swoimi słabościami, ale na trasie przeżył również bliskie spotkanie z asfaltem oraz wybiegającym z lasu w nocy stadem dzików. Istny człowiek-maszyna.
30 listopada 2016
29 listopada 2016
Jaca
Nie ukrywam, że nie mając doświadczenia w podróżowaniu autostopem, byłem pełen obaw przed dzisiejszym dniem. Trudno mi oceniać, jak Hiszpanie wypadają na tle innych narodów, jeżeli chodzi o pozostawanie w gotowości do zabrania ze sobą potencjalnych podróżników, ale na naszej mikro trasie początkowo nie wyglądało to zbyt optymistycznie...
28 listopada 2016
Niekończąca się historia
Lipa po stokroć. Łatki okazały się funta kłaków niewarte. Na dwie dętki zmarnowałem trzy łatki i dalej stoję w miejscu, a nie jadę. Od dwóch dni panuje ładna pogoda, a ani jeden brutalny trening nie został odbyty. Na szczęście, co najmniej do połowy grudnia ma być ciepło i bez opadów. Jeszcze się najeżdżę. Tymczasem jutro wyruszam stopem/pieszo/busem do odległej o niespełna 20 km Jaca, by poczynić stosowne zakupy, które planowałem już w sobotę.
26 listopada 2016
Góry i wyżyny
Łatki kupione, dętka naprawiona, kilometrów przejechanych: zero (bo padał deszcz). Pora zatem na ciekawostkę.
25 listopada 2016
Kolejne problemy techniczne
Ostatnią łatką naprawiłem dętkę, która w dniu 14.11.2016 r. dostała snake bite w tylnym kole. Założyłem ją wówczas do przodu, ponieważ na trasie mniej fatygi jest z tym kołem. Przewidywany czas trzymania łatki - kilka miesięcy. Tak mówi doświadczenie życiowe. Przez kilka dni było OK. Dzisiaj chciałem wybrać się do Jaca na zakupy rowerowo-alkoholowe. Zanim ubrałem się, ujrzałem oczami wyobraźni, że nie ma powietrza w przednim kole. Lecz bagatelizowałem ten znak. Założyłem zatem odzienie wierzchnie, poszedłem po rower, a tu... kapeć. Nie wiem, czy to była intuicja, czy sygnał od Stwórcy.
Nie była tak późna pora jeszcze, więc zabrałem się za naprawę. Założyłem ostatnią dobrą dętkę, którą miałem, zacząłem pompować i nic. Okazało się, że też ma snake bite. Nowa (ponoć) dętka! Masakra. I smutek zarazem. Możliwe, że ktoś podmienił ją w sklepie. I z takim felerem jeździłem ostatnio. W przypadku awarii w Balneario de Panticosa, wracałbym w nocy pieszo 40 km, do tego cienko ubrany przy temperaturze spadającej do 0 st. C. Nie byłoby lekko, ale przeżyłbym (choć to bardziej gdybanie). Nie takie rzeczy robiło się na rowerze... chociaż nie, takich akcji jeszcze nie przerabiałem, na szczęście.
Jutro muszę kolejny raz (piąty) wybrać się do jednego z dwóch tutejszych sklepów (w każdym byłem po dwa razy i wypytywałem o szalenie drogą rzecz, jaką są łatki) i kupić w końcu kit reparación para cámara de aire. Sobota ma być deszczowa, ale trzeba przygotować rower na słoneczną niedzielę.
W ostatecznym rozrachunku, aktualnie posiadam:
- rower (w tym dwa koła),
- cztery dętki (w tym trzy specyficznie uszkodzone - snake bite),
- zero łatek.
Słowo na dziś:
mala suerte - pech (złe szczęście)
24 listopada 2016
Katastrofalne deszcze
Po południu pojechałem w kierunku Biescas sprawdzić, w jakim stanie jest lokalna infrastruktura hydrotechniczna po ostatnich deszczach. Padało prawie non-stop przez cztery dni. W środę w niektórych miejscach w górach spadło ponad 100 l/m2. Wszystkie okoliczne rzeki i potoki znacząco wezbrały. Sytuacja była niepewna. Na szczęście dwa zbiorniki retencyjne w górze doliny "zrobiły robotę". Katastrofalne ulewy nie spowodowały zatem większych zniszczeń. Poniższe zdjęcia przedstawiają poziomy wód kilkanaście godzin od ostatnich intensywnych opadach. Większość wody zdążyła spłynąć.
| Zapora w Sabiñánigo |
| Río Aurín |
| Río Gállego |
| La Rambla de Sía |
| Potok Arás obok nieistniejącego kempingu |
20 lat temu, dokładnie w dniu 07.08.1996 r. miała miejsce jedna z największych tragedii w Hiszpanii. W okolicach Biescas przeszła gwałtowna burza, w wyniku której pobliski kemping został zrównany z ziemią. Wcześniej władze zezwoliły na jego budowę u podnóża stożka napływowego. Prognozy na ten dzień zapowiadały opady w ilości 160 l/m2. Wieczorem, przez 8 minut deszcz padał z intensywnością 200-250 l/m2/1h, a w niektórych miejscach kulminacja wyniosła nawet 500 l/m2/1h. Cała ta woda spłynęła wąską doliną potoku Arás, niszcząc po drodze 40 małych zapór. Sztuczny kanał potoku znajdujący się poniżej, został zaprojektowany dla przepływu na poziomie 100-120 m3/s, natomiast w tamtym momencie płynęło nim 200-500 m3/s wody. Fala rozmyła następnie stożek napływowy. Na kemping spłynęło 68.000 m3 materiału w postaci ziemi, skał i drzew. Masa tej niszczycielskiej siły została oceniona na 120.000-136.000 ton. Tego dnia zginęło 87 osób, a 183 zostały ranne.
Dane:
33,35 km
1 h 18 min 33 sec
Vśr = 25,47 km/h
Vmax = 56,20 km/h
340 m przewyższeniaDane:
33,35 km
1 h 18 min 33 sec
Vśr = 25,47 km/h
Vmax = 56,20 km/h
Słowo na dziś:
el aguacero - ulewa
23 listopada 2016
Kultura na drodze a bezpieczeństwo
Temat rzeka. Szczególnie w Polsce. Tutaj jakby nie istniał. Dlaczego? Na drogach panuje powszechna kultura, dlatego jest całkiem bezpiecznie.
Wszystko, co dalej jest napisane, jest raczej subiektywnym spostrzeżeniem, które wypracowałem na podstawie w sumie kilkumiesięcznego pobytu w tym kraju, a dokładniej jego północnej części. „Południowców” lub mieszkańców większych miast poniższe słowa mogą w ogóle nie dotyczyć.
To zaskakujące, że dwa europejskie kraje, które w podobnym okresie (chociaż Hiszpania weszła do UE 18 lat wcześniej) dokonały szybkiego skoku w dziedzinie transportu - mam tutaj na myśli budownictwo dróg i rozwój motoryzacji w znaczeniu ilości samochodów - dzieli taka przepaść w kulturze na drodze. Ponoć Hiszpanie szybko przesiedli się z osłów do samochodów. Polaków natomiast zawsze cechowała gorąca krew i ułańska fantazja, niestety również na drogach.
Zachowania tubylców, które mam na myśli, najlepiej będzie przedstawić na przykładach:
Kilka lat temu byłem świadkiem sytuacji, w której starsza pani chciała przejść przez jezdnię na pasach, ale nie była wystarczająco widoczna między zaparkowanymi samochodami. Akurat nieopodal przechodził funkcjonariusz Policía Local. Gdy tylko zobaczył babcię, wyskoczył na jezdnię jak szalony, zatrzymał ruch i kobieta mogła przejść spokojnym krokiem. Niedawno w Jaca byłem uczestnikiem analogicznego zdarzenia, lecz tym razem policjant zatrzymywał ruch, aby dzieciaki z pobliskiej szkoły mogły bezpiecznie przedostać się na drugą stronę.
Parkowanie to zarazem szerszy temat. Generalnie jeszcze jakiś czas temu nie warto było posiadać nowego lub droższego samochodu, bowiem wszystkie jeździły obite, zarysowane lub nawet mocno wgniecione. Wina właśnie parkowania, lecz nie samych umiejętności, którymi Hiszpanie biją Polaków na głowę (szczególnie równolegle tyłem). Bardziej jest kwestia dbania o swoje samochody. Samochód to narzędzie, dzięki któremu przemieszczają się, a nie powód do lansu czy podnoszenia ego poprzez podkreślanie swojego statusu materialnego.
W ekstremalnych sytuacjach taki Hiszpan potrafi za mną wlec się z prędkością 25-35 km/h przez kilkaset metrów, aż będzie pewien, że może bezpiecznie wyprzedzić mnie, wjeżdżając swoim samochodem całkowicie na przeciwny pas ruchu. W Polce na takiej drodze zmieściłyby się trzy ciężarówki obok siebie, tutaj musi zostać zachowane minimum 1,5 m odległości, aby kierowca z czystym sumieniem prawidłowo wykonał ów manewr.
Nie wspominam nawet o agresywnych zachowaniach polskich kierowców w stosunku do rowerzystów... Trąbienie, wyzwiska, zajeżdżanie drogi są na porządku dziennym. Tutaj nie spotkałem się z czymś takim. Jedynie raz, ostatnio pewien koleś z uszanką na głowie, szczekał na mnie przez okno. Pewnie jechał z kolegami popić w górach.
Gdzieś ostatnio czytałem, że w Hiszpanii więcej osób popełnia samobójstwa, niż ginie w wypadkach samochodowych. Sam byłem świadkiem jednego pościgu oraz jednego wypadku. Słyszałem także o stłuczce i dwóch wypadkach śmiertelnych. To wszystko wydarzyło się w okolicy na przestrzeni 10 lat.
Pościg odbył się akurat w ubiegłym tygodniu: dwa nieoznakowane radiowozy tutejszych służb mundurowych oraz jeden pojazd Guardia Civil pędziły na sygnałach przez miasto za wyimaginowanym uciekinierem. Najpewniej chcieli zorganizować blokadę za miastem.
Wypadek, który widziałem, miał miejsce w ubiegłym roku. Samochód po prostu wpadł do rowu, przyjechali strażacy. Nikomu nic się nie stało.
Stłuczka wyglądała w ten sposób, że pracownica kwiaciarni wymusiła pierwszeństwo i wjechał w nią facet na motorowerze. Przyjechała policja, porozmawiali i pewnie wystawili mandat. Po fakcie każdy udał się w swoim kierunku.
Pierwszy wypadek śmiertelny wyglądał w ten sposób, że ktoś z rodziny podwiózł starszą panią i wysadził ją na środku drogi, praktycznie na rondzie (tutaj nic nadzwyczajnego), dokładnie za samochodem dostawczym, który przyjechał z towarem. Pech chciał, że chwilę później kierowca dostawczaka zaczął cofać…
Drugi wypadek był efektem niedostosowania prędkości do warunków na drodze. Padał deszcz, kobieta ze zbyt dużą prędkością zjechała z głównej drogi na zjazd do Oliván, nie wyhamowała, przebiła barierkę mostu i spadła kilkanaście metrów w dół do rzeki. Zginęła na miejscu razem z dwójką dzieci.
W ramach ciekawostek coś, co w Polsce byłoby nie do pomyślenia. Kilka dni temu pewien facet przyjechał do domu naprzeciwko. Zatrzymał samochód na wjedzie w drogę jednokierunkową, wyciągnął dziecko z foteliku na tylnym siedzeniu i poszedł je zaprowadzić do mieszkania. Zostawił samochód z włączonym silnikiem i otwartymi drzwiami. Nie było go prawie 5 minut. Dopiero, gdy kolejny kierowca chciał skręcić w tę drogę, zaczął trąbić, a tamten jegomość wyskoczył z klatki schodowej i odjechał, by zwolnić wjazd. Z polskiego punktu widzenia - czyste szaleństwo! Szczerze wątpię, czy w Ojczyźnie taki samochód dalej stałby pod domem…
Wszystko, co dalej jest napisane, jest raczej subiektywnym spostrzeżeniem, które wypracowałem na podstawie w sumie kilkumiesięcznego pobytu w tym kraju, a dokładniej jego północnej części. „Południowców” lub mieszkańców większych miast poniższe słowa mogą w ogóle nie dotyczyć.
To zaskakujące, że dwa europejskie kraje, które w podobnym okresie (chociaż Hiszpania weszła do UE 18 lat wcześniej) dokonały szybkiego skoku w dziedzinie transportu - mam tutaj na myśli budownictwo dróg i rozwój motoryzacji w znaczeniu ilości samochodów - dzieli taka przepaść w kulturze na drodze. Ponoć Hiszpanie szybko przesiedli się z osłów do samochodów. Polaków natomiast zawsze cechowała gorąca krew i ułańska fantazja, niestety również na drogach.
Zachowania tubylców, które mam na myśli, najlepiej będzie przedstawić na przykładach:
- Przepuszczanie pieszych na przejściach dla pieszych
Kilka lat temu byłem świadkiem sytuacji, w której starsza pani chciała przejść przez jezdnię na pasach, ale nie była wystarczająco widoczna między zaparkowanymi samochodami. Akurat nieopodal przechodził funkcjonariusz Policía Local. Gdy tylko zobaczył babcię, wyskoczył na jezdnię jak szalony, zatrzymał ruch i kobieta mogła przejść spokojnym krokiem. Niedawno w Jaca byłem uczestnikiem analogicznego zdarzenia, lecz tym razem policjant zatrzymywał ruch, aby dzieciaki z pobliskiej szkoły mogły bezpiecznie przedostać się na drugą stronę.
- Parkowanie
Parkowanie to zarazem szerszy temat. Generalnie jeszcze jakiś czas temu nie warto było posiadać nowego lub droższego samochodu, bowiem wszystkie jeździły obite, zarysowane lub nawet mocno wgniecione. Wina właśnie parkowania, lecz nie samych umiejętności, którymi Hiszpanie biją Polaków na głowę (szczególnie równolegle tyłem). Bardziej jest kwestia dbania o swoje samochody. Samochód to narzędzie, dzięki któremu przemieszczają się, a nie powód do lansu czy podnoszenia ego poprzez podkreślanie swojego statusu materialnego.
- Stawanie na środku pasa/drogi z włączonymi światłami awaryjnymi
- Zachowanie bezpiecznej odległości podczas manewru wyprzedzania
W ekstremalnych sytuacjach taki Hiszpan potrafi za mną wlec się z prędkością 25-35 km/h przez kilkaset metrów, aż będzie pewien, że może bezpiecznie wyprzedzić mnie, wjeżdżając swoim samochodem całkowicie na przeciwny pas ruchu. W Polce na takiej drodze zmieściłyby się trzy ciężarówki obok siebie, tutaj musi zostać zachowane minimum 1,5 m odległości, aby kierowca z czystym sumieniem prawidłowo wykonał ów manewr.
Nie wspominam nawet o agresywnych zachowaniach polskich kierowców w stosunku do rowerzystów... Trąbienie, wyzwiska, zajeżdżanie drogi są na porządku dziennym. Tutaj nie spotkałem się z czymś takim. Jedynie raz, ostatnio pewien koleś z uszanką na głowie, szczekał na mnie przez okno. Pewnie jechał z kolegami popić w górach.
Gdzieś ostatnio czytałem, że w Hiszpanii więcej osób popełnia samobójstwa, niż ginie w wypadkach samochodowych. Sam byłem świadkiem jednego pościgu oraz jednego wypadku. Słyszałem także o stłuczce i dwóch wypadkach śmiertelnych. To wszystko wydarzyło się w okolicy na przestrzeni 10 lat.
Pościg odbył się akurat w ubiegłym tygodniu: dwa nieoznakowane radiowozy tutejszych służb mundurowych oraz jeden pojazd Guardia Civil pędziły na sygnałach przez miasto za wyimaginowanym uciekinierem. Najpewniej chcieli zorganizować blokadę za miastem.
Wypadek, który widziałem, miał miejsce w ubiegłym roku. Samochód po prostu wpadł do rowu, przyjechali strażacy. Nikomu nic się nie stało.
Stłuczka wyglądała w ten sposób, że pracownica kwiaciarni wymusiła pierwszeństwo i wjechał w nią facet na motorowerze. Przyjechała policja, porozmawiali i pewnie wystawili mandat. Po fakcie każdy udał się w swoim kierunku.
Pierwszy wypadek śmiertelny wyglądał w ten sposób, że ktoś z rodziny podwiózł starszą panią i wysadził ją na środku drogi, praktycznie na rondzie (tutaj nic nadzwyczajnego), dokładnie za samochodem dostawczym, który przyjechał z towarem. Pech chciał, że chwilę później kierowca dostawczaka zaczął cofać…
Drugi wypadek był efektem niedostosowania prędkości do warunków na drodze. Padał deszcz, kobieta ze zbyt dużą prędkością zjechała z głównej drogi na zjazd do Oliván, nie wyhamowała, przebiła barierkę mostu i spadła kilkanaście metrów w dół do rzeki. Zginęła na miejscu razem z dwójką dzieci.
W ramach ciekawostek coś, co w Polsce byłoby nie do pomyślenia. Kilka dni temu pewien facet przyjechał do domu naprzeciwko. Zatrzymał samochód na wjedzie w drogę jednokierunkową, wyciągnął dziecko z foteliku na tylnym siedzeniu i poszedł je zaprowadzić do mieszkania. Zostawił samochód z włączonym silnikiem i otwartymi drzwiami. Nie było go prawie 5 minut. Dopiero, gdy kolejny kierowca chciał skręcić w tę drogę, zaczął trąbić, a tamten jegomość wyskoczył z klatki schodowej i odjechał, by zwolnić wjazd. Z polskiego punktu widzenia - czyste szaleństwo! Szczerze wątpię, czy w Ojczyźnie taki samochód dalej stałby pod domem…
| "Samochód do wzięcia" |
Słowo na dziś
el bombero - strażak
el bombero - strażak
Subskrybuj:
Posty (Atom)