15 listopada 2016

Kamień widmo

Pojechałem, poszukałem i... nic nie znalazłem. Ani śladu kamienia czy głazu. Tylko wyschnięty kawałek błota, w który ktoś wjechał, ale chyba nie byłem to ja. Zasady logiki i doświadczenie życiowe podpowiadają, że nie mogłem to być ja. Dobrze, że nie zabrałem ze sobą młotka. Zagadka pozostaje nierozwiązana. Na szczęście rower został już przywrócony do stanu używalności.




Kilka słów o kamieniach: zasadniczo jest to jedyny problem tutejszych dróg. Drogi te częstokroć prowadzą pod skarpami lub stromymi zboczami, a tutejsze skały wydają się być stosunkowo kruche i podatne na procesy wietrzenia, stąd na jezdni zalegają kamienie mniejsze i większe. Dla kolarza stanowi to pewne ryzyko, dlatego cały czas należy być skupionym i patrzeć przed siebie, choć krajobrazy tego nie ułatwiają.

Pamiętam, jakiego szoku doznałem, gdy pierwszy raz na kolarce najechałem na kamień - wystrzelił spod opony jak pocisk. Osobie na chodniku bądź poboczu można w ten sposób zrobić krzywdę. Sam kilka razy dostałem tak w nogę od kolegi jadącego obok. Nie jest to przyjemne. Jednak lepiej w nogę, niż w rower, choć ten również oberwał. Rama posiada swoje "pamiątki". Pozostaje kwestia samochodów. Jeśli dobrze liczę, około 10 pojazdów nosi na karoserii ślady po kamieniach, ponieważ ich kierowcy w nieodpowiednim miejscu i czasie podjęli manewr wyprzedzania mojej osoby. Piszę to jako ostrzeżenie. Jeżeli zobaczycie kolarza na drodze - uciekajcie, gdzie pieprz rośnie!


W opozycji do błota - dzisiejszy zachód Słońca

Podczas poszukiwań "Świętego Graala" wykręciłem:
24,26 km
1 h 00 min 53 sec
Vśr = 23,90 km/h
Vmax = 65,89 km/h



Słowo na dziś:
el barro - błoto

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz