19 listopada 2016

Hoz de Jaca y Balneario de Panticosa

Jestem głupi i uparty. Kto przy zdrowych zmysłach wybiera się w wysokie góry 3 godziny przed zachodem Słońca? Oprócz mnie, chyba nikt. Przynajmniej ja nie spotkałem nikogo.

Postanowiłem wykorzystać ostatnią okazję do jazdy przed załamaniem pogody. W ciągu najbliższych kilku dni mają padać ulewne deszcze. W górach pewnie zrobi się biało. Wyruszyłem z domu zaraz po śniadaniu. Przed godziną 15:00. Całkiem przyjemnie jechało się do Biescas. Później mniej, bo pod górkę. Na zaporze w Búbal trochę wiało. Jakoś uporałem się z podjazdem pod Hoz de Jaca. Od zapory liczy on sobie 2,5 km długości ze średnim nachyleniem wynoszącym 7,2 % i różnicą wysokości równą 180 m. Geocontext-Profiler podaje 240 m przewyższenia… Największe nachylenie występowało przed samym miasteczkiem i wynosiło 15 %, ale zauważyłem, że ten fragment drogi został wyremontowany i nie jest już tak stromy, jak pamiętam. Najwyższy punkt stanowi Puerto de Hoz de Jaca
(1272 m n.p.m.). Zatrzymałem się obok punku widokowego, aby zrobić kilka zdjęć, a tutaj atrakcja, której w ubiegłym roku nie było – druga największa tyrolka w Europie. Jej długość wynosi 950 m. Przy prędkości 90 km/h pokonuje się różnicę poziomów wynoszącą 120 m. A to wszystko w cenie 15 euro. Trzeba w przyszłym roku spróbować!


Embalse de Búbal


Kawałek dalej jest punkt widokowy...
...czyli klatka wisząca 200 m nad taflą zbiornika
W centrum Tramacastilla de Tena
Tirolina Valle de Tena
Para śmiałków

Szybko zebrałem się stamtąd, gdyż wiało dość mocno. Stromy zjazd do El Pueyo de Jaca i chwila zastanowienia: atakować podjazd do Balneario de Panticosa czy nie? Do zachodu Słońca została godzina. W tym momencie dokonałem spostrzeżenia, które zawsze mnie motywuje: nie po to jechałem taki kawał drogi, aby teraz, przed właściwym podjazdem zrezygnować. No i pojechałem. Od ronda w Panticosa do Hotelu Continental podjazd liczy sobie 8,2 km długości i 620 m przewyższenia przy deniwelacji równej 480 m, natomiast właściwy podjazd, liczony od szlabanu dolnego do górnego (które są opuszczane i droga jest zamykana, gdy istnieje ryzyko lawinowe w dolinie) to około 5,6 km. Jadąc pod górę, po prawej stronie rozpościera się przepaść, natomiast zboczem po lewej co kilkadziesiąt metrów spływają potoki. Na wiosnę będą to prawdziwe wodospady. W Panticosa temperatura wynosiła ponad 8 st. C, natomiast w Balneario, na wysokości 1630 m n.p.m. (według innych źródeł: 1655 m n.p.m.) były niespełna 2 st. C. Miałem nadzieję wejść do któregoś z hotelów, by nie wychłodzić się zbyt szybko, ale wszystko było pozamykane na cztery spusty.

Jedno z osiedli w Panticosa (1185 m n.p.m.)
Dolna cześć podjazdu do Balneario de Panticosa
Najpewniej są to (od lewej): Garmo Negro (3056 m n.p.m.), Pico de Pondiellos (2917 m n.p.m.), Pico de Los Arnales (3006 m n.p.m.)


Nie mając chwili do stracenia, póki jeszcze byłem rozgrzany po wspinaczce, ubrałem na siebie wszystko, co miałem, czyli trzecią parę skarpet, kamizelkę i dziurawą (powypadkową) wiatrówkę. Chciałem przetestować patent z dwiema cienkimi warstwami na zewnątrz. Zdał egzamin. Do pełni szczęścia brakowało tylko owiewów na buty, ocieplaczy na kolana i drugiej pary rękawic. O dziwo, na zjeździe nie zmarzłem tak bardzo, jak się tego spodziewałem. Brak czucia w stopach to standard, a jeśli byłem w stanie hamować, to z dłońmi nie było tak źle. Zjazd pokonałem już o zmroku, a ostatnich 30 km dzisiejszej trasy po ciemku. Do Sabiñánigo wróciłem przed godziną 19:00. Teraz nastąpi kilka dni odpoczynku od roweru. Pora szlifować idioma español.

Dane:
80,32 km
3 h 19 min 56 sec
Vśr = 24,10 km/h
Vmax = 60,08 km/h
2090 m przewyższenia


Słowo na dziś:
el frío - zimno

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz