23 listopada 2016

Kultura na drodze a bezpieczeństwo

Temat rzeka. Szczególnie w Polsce. Tutaj jakby nie istniał. Dlaczego? Na drogach panuje powszechna kultura, dlatego jest całkiem bezpiecznie.

Wszystko, co dalej jest napisane, jest raczej subiektywnym spostrzeżeniem, które wypracowałem na podstawie w sumie kilkumiesięcznego pobytu w tym kraju, a dokładniej jego północnej części. „Południowców” lub mieszkańców większych miast poniższe słowa mogą w ogóle nie dotyczyć.

To zaskakujące, że dwa europejskie kraje, które w podobnym okresie (chociaż Hiszpania weszła do UE 18 lat wcześniej) dokonały szybkiego skoku w dziedzinie transportu - mam tutaj na myśli budownictwo dróg i rozwój motoryzacji w znaczeniu ilości samochodów - dzieli taka przepaść w kulturze na drodze. Ponoć Hiszpanie szybko przesiedli się z osłów do samochodów. Polaków natomiast zawsze cechowała gorąca krew i ułańska fantazja, niestety również na drogach.


Zachowania tubylców, które mam na myśli, najlepiej będzie przedstawić na przykładach:
  • Przepuszczanie pieszych na przejściach dla pieszych
W Polsce nieraz byłem w sytuacji, że to ja przepuszczałem na przejściu dla pieszych sznur pędzących samochodów, aż w końcu zrobiło się na tyle luźno, by móc szybko i w miarę bezpiecznie przebiec na drugą stronę. Tutaj coś takiego jest nie do pomyślenia! Gdy tylko kierowca zauważy, że ktoś zamierza przekroczyć jezdnię, już z oddali zwalnia. Tutejszych kierowców nie trzeba przymuszać, jak ma to miejsce w Katowicach czy innych polskich miastach, aby przez miasto jechali z prędkością nie większą niż 40 km/h. Niesamowite jest to, że podchodząc dopiero do przejścia, kierowca będący 40-50 metrów dalej zwalnia, a nie próbuje jeszcze zdążyć przejechać. Pieszy widzi natomiast, że ze strony kierowcy nie grozi mu ewentualność potrącenia. Polskich kierowców trzeba jednak karać srogimi mandatami lub nawet bez litości lać pałą, żeby nauczyli się tak prostej rzeczy. Nie ma rady.
Kilka lat temu byłem świadkiem sytuacji, w której starsza pani chciała przejść przez jezdnię na pasach, ale nie była wystarczająco widoczna między zaparkowanymi samochodami. Akurat nieopodal przechodził funkcjonariusz Policía Local. Gdy tylko zobaczył babcię, wyskoczył na jezdnię jak szalony, zatrzymał ruch i kobieta mogła przejść spokojnym krokiem. Niedawno w Jaca byłem uczestnikiem analogicznego zdarzenia, lecz tym razem policjant zatrzymywał ruch, aby dzieciaki z pobliskiej szkoły mogły bezpiecznie przedostać się na drugą stronę.
  • Parkowanie
Tutejsze miejsca parkingowe wymagają, aby zajmować je wykonując manewr parkowania równoległego tyłem. Kierowca taki sygnalizuje kierunkowskazem swój zamiar i zatrzymuje się na pasie, tymczasem za nim powoli rośnie korek. O dziwo, nikt nie trąbi, nikt nie błyska światłami, nikt nie wrzeszczy, nie przeklina, nie wymachuje rękami. Wszyscy cierpliwie czekają aż do momentu, gdy parkujący kierowca całym obrysem samochodu zniknie z pasa ruchu.
Parkowanie to zarazem szerszy temat. Generalnie jeszcze jakiś czas temu nie warto było posiadnowego lub droższego samochodu, bowiem wszystkie jeździły obite, zarysowane lub nawet mocno wgniecione. Wina właśnie parkowania, lecz nie samych umiejętności, którymi Hiszpanie biją Polaków na głowę (szczególnie równolegle tyłem). Bardziej jest kwestia dbania o swoje samochody. Samochód to narzędzie, dzięki któremu przemieszczają się, a nie powód do lansu czy podnoszenia ego poprzez podkreślanie swojego statusu materialnego.
  • Stawanie na środku pasa/drogi z włączonymi światłami awaryjnymi
W Polsce niewyobrażalne, tutaj standard. Kiedy kierowca lub pasażer zauważy akurat znajomego spacerującego po chodniku, zatrzymuje się, włącza światła awaryjne i dyskutują tak minutę, dwie, pięć. Tymczasem dojeżdżające samochody grzecznie stoją i wyprzedzają delikwenta, gdy tylko przeciwny pas jest wolny. Ponownie, nikt nie awanturuje się.
  • Zachowanie bezpiecznej odległości podczas manewru wyprzedzania
Z perspektywy rowerzysty moje doświadczenia wyglądają następująco: w trakcie blisko 4000 km wykręconych po hiszpańskich drogach, na palcach obu dłoni mogę policzyć sytuacje, kiedy kierowca nie zachował bezpiecznej odległości wyprzedzając moją osobę. I w większości byli to Francuzi. Pisząc o bezpiecznej odległości, mam tutaj na myśli 1 m, który stanowi absolutne minimum. Według polskich standardów, musiałbym pisać może o 30 cm.
W ekstremalnych sytuacjach taki Hiszpan potrafi za mną wlec się z prędkością 25-35 km/h przez kilkaset metrów, aż będzie pewien, że może bezpiecznie wyprzedzić mnie, wjeżdżając swoim samochodem całkowicie na przeciwny pas ruchu. W Polce na takiej drodze zmieściłyby się trzy ciężarówki obok siebie, tutaj musi zostać zachowane minimum 1,5 m odległości, aby kierowca z czystym sumieniem prawidłowo wykonał ów manewr.
Nie wspominam nawet o agresywnych zachowaniach polskich kierowców w stosunku do rowerzystów... Trąbienie, wyzwiska, zajeżdżanie drogi są na porządku dziennym. Tutaj nie spotkałem się z czymś takim. Jedynie raz, ostatnio pewien koleś z uszanką na głowie, szczekał na mnie przez okno. Pewnie jechał z kolegami popić w górach.


Gdzieś ostatnio czytałem, że w Hiszpanii więcej osób popełnia samobójstwa, niż ginie w wypadkach samochodowych. Sam byłem świadkiem jednego pościgu oraz jednego wypadku. Słyszałem także o stłuczce i dwóch wypadkach śmiertelnych. To wszystko wydarzyło się w okolicy na przestrzeni 10 lat.

Pościg odbył się akurat w ubiegłym tygodniu: dwa nieoznakowane radiowozy tutejszych służb mundurowych oraz jeden pojazd Guardia Civil pędziły na sygnałach przez miasto za wyimaginowanym uciekinierem. Najpewniej chcieli zorganizować blokadę za miastem.
Wypadek, który widziałem, miał miejsce w ubiegłym roku. Samochód po prostu wpadł do rowu, przyjechali strażacy. Nikomu nic się nie stało.
Stłuczka wyglądała w ten sposób, że pracownica kwiaciarni wymusiła pierwszeństwo i wjechał w nią facet na motorowerze. Przyjechała policja, porozmawiali i pewnie wystawili mandat. Po fakcie każdy udał się w swoim kierunku.
Pierwszy wypadek śmiertelny wyglądał w ten sposób, że ktoś z rodziny podwiózł starszą panią i wysadził ją na środku drogi, praktycznie na rondzie (tutaj nic nadzwyczajnego), dokładnie za samochodem dostawczym, który przyjechał z towarem. Pech chciał, że chwilę później kierowca dostawczaka zaczął cofać…
Drugi wypadek był efektem niedostosowania prędkości do warunków na drodze. Padał deszcz, kobieta ze zbyt dużą prędkością zjechała z głównej drogi na zjazd do Oliván, nie wyhamowała, przebiła barierkę mostu i spadła kilkanaście metrów w dół do rzeki. Zginęła na miejscu razem z dwójką dzieci.


W ramach ciekawostek coś, co w Polsce byłoby nie do pomyślenia. Kilka dni temu pewien facet przyjechał do domu naprzeciwko. Zatrzymał samochód na wjedzie w drogę jednokierunkową, wyciągnął dziecko z foteliku na tylnym siedzeniu i poszedł je zaprowadzić do mieszkania. Zostawił samochód z włączonym silnikiem i otwartymi drzwiami. Nie było go prawie 5 minut. Dopiero, gdy kolejny kierowca chciał skręcić w tę drogę, zaczął trąbić, a tamten jegomość wyskoczył z klatki schodowej i odjechał, by zwolnić wjazd. Z polskiego punktu widzenia - czyste szaleństwo! Szczerze wątpię, czy w Ojczyźnie taki samochód dalej stałby pod domem…


"Samochód do wzięcia"

Słowo na dziś
el bombero - strażak

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz