Wyprawa miała miejsce dokładnie tydzień temu. Nie mogę jednak o niej nie wspomnieć, ponieważ tego dnia zdobyłem swój najwyższy jak dotąd szczyt - Oturię (1921 m n.p.m.). W Polsce, kiedy byłem kilkuletnim dzieckiem, wdrapałem się co najwyżej na Pilsko (1557 m n.p.m.). Ostatni raz zaliczyłem tę górę z przyjacielem Kamilem kilka lat temu. Na Babiej Górze niestety nie byłem, nie wspominając o Tatrach, choć może to i lepiej.
Dzień wcześniej zapadła decyzja, że idziemy. Okrutnie ciężko było wstać o godzinie 7:30. Wystartowaliśmy z tatą z domu o 9:00. Po około 4,5-kilometrowym spacerze udało mi się złapać stopa. Miły, starszy Hiszpan podwiózł nas kolejne 4,5 km do Yebra de Basa, za którym to miasteczkiem rozpoczyna się La ruta de las Ermitas. Szlak ma około 6 km długości i nie mniej niż 600 m przewyższenia. Po drodze udało nam się naliczyć 6 kapliczek stanowiących poszczególne stacje na trasie pielgrzymki ku czci świętej Eurosi.
Dzień wcześniej zapadła decyzja, że idziemy. Okrutnie ciężko było wstać o godzinie 7:30. Wystartowaliśmy z tatą z domu o 9:00. Po około 4,5-kilometrowym spacerze udało mi się złapać stopa. Miły, starszy Hiszpan podwiózł nas kolejne 4,5 km do Yebra de Basa, za którym to miasteczkiem rozpoczyna się La ruta de las Ermitas. Szlak ma około 6 km długości i nie mniej niż 600 m przewyższenia. Po drodze udało nam się naliczyć 6 kapliczek stanowiących poszczególne stacje na trasie pielgrzymki ku czci świętej Eurosi.
Otóż pewnego czerwcowego poranka wiele osób wspina się tym trudnym szlakiem na szczyt płaskowyżu, gdzie stoi zbudowany 350 lat temu kościół. Na przedzie kilku mężczyzn niesie ciężką figurę świętej Eurosi. Wszyscy zatrzymują się przy każdej kolejnej kapliczce. Po kilku godzinach docierają do celu. Niektórzy wybierają alternatywną, ubitą drogę, dzięki której można na górę wjechać samochodem, nawet niespecjalnie terenowym. Może kiedyś uda mi się wziąć udział w tej uroczystości.
Wracając do wyprawy: najciekawiej zrobiło się w drugiej połowie szlaku, gdy dotarliśmy właśnie do owych kilku skupionych blisko siebie kaplic. Jest tam nawet wodospad, który tego dnia, z uwagi na małą ilość opadów od kilku miesięcy, nie wyglądał zbyt imponująco. Ponoć najlepiej prezentuje się na wiosnę. Po wejściu na płaskowyż, błądząc po tamtejszych chaszczach, udaliśmy się w kierunku Punta del Mallo (1653 m n.p.m.), gdzie znajdują się jakieś anteny nadawcze. Po krótkiej przerwie na drugie śniadanie skierowaliśmy się do Ermita Santuario de Santa Orosia. W tym samym "budynku" znajduje się także refugio, w którym można schronić się w razie załamania pogody (w środku trochę mebli i naczyń, m. in. stół, ławki, kominek z zapasem drewna oraz rzeczy, które turyści pozostawili innym: olej, sól etc.). W pobliżu stało kilka zaparkowanych samochodów, do których wracali już turyści z okolic Oturii. My dopiero zmierzaliśmy na szczyt. Daliśmy sobie godzinę na wejście i udało się - około 15:00 byliśmy na miejscu.
Półgodzinny odpoczynek, w tym posiłek, czas na zdjęcia oraz podziwianie widoków, a następnie szybkie zejście, aby zmrok zastał nas jak najbliższej Sabi. Chcieliśmy zejść szlakiem prowadzącym do San Román de Basa. Wcześniej, idąc do Punta del Mallo, widzieliśmy nawet odpowiedni drogowskaz, jednak po zejściu z Oturii nie byliśmy w stanie ponownie na niego natrafić. Nieco zrezygnowani zeszliśmy głównym szlakiem do Yebra de Basa, gdzie o 18:30 zastał nas zmrok. Stąd zostało dokładnie 10 km do domu. Miałem nadzieję złapać stopa, ale tym razem - mimo dość dużego ruchu, jak na tę drogę - nikt nie odważył się zatrzymać i zabrać ze sobą dwie podejrzane, nieoświetlone postacie. Około godziny 21:20 wróciliśmy do domu.
Bilans wyprawy:
Kilka zdjęć dla zobrazowania tego, co widzieliśmy:
Bilans wyprawy:
- zdobyty płaskowyż Santa Orosia (1557 m n.p.m.),
- zdobyty wierzchołek Punta del Mallo (1653 m n.p.m.),
- zdobyty szczyt Oturia (1921 m n.p.m.),
- około 40 km pokonanych pieszo,
- 4,5 km pokonane samochodem,
- blisko 2000 m przewyższenia,
- 2 pęcherze na palcach stóp,
- kilkudniowe zmęczenie po fakcie.
Kilka zdjęć dla zobrazowania tego, co widzieliśmy:
| Lichy o tej porze roku wodospad |
| Widok na Val Ancha i Sabiñánigo |
| Na lewo od końcówki kija delikatnie widać podłużny dach Santuario de Santa Orosia, po prawej Punta del Mallo (1653 m n.p.m.) |
| Widok na Bramę Rolanda z odległości 26 km - szczerba ma wymiary 40 x 100 m (2804 m n.p.m.) |
| Zaraz obok masyw Monte Perdido (3355 m n.p.m.) i jego 3 wierzchołki - "Trzy Siostry" |
Słowo na dziś:
la basura - śmieci
Z całej opisanej historii, którą fajnie zobrazowałeś zdjęciami, najbardziej zastanawia mnie dobór słówek z hiszpańskiego: ksiądz,śmieci...Jest w tym jakiś klucz, którym należy podążać czy jest to zwykły przypadek? :) pozdrawiam p.O.
OdpowiedzUsuń