12 listopada 2016

Aso de Sobremonte

Dzisiaj pojechałem tam, gdzie wczoraj już nie zdołałem - Aso de Sobremonte (1262 m n.p.m.). To tylko jedna z trzech miejscowości położonych na wzniesieniu ponad Biescas. Obok leżą jeszcze Betés de Sobremonte (1264 m n.p.m.) oraz Yosa de Sobremonte (1260 m n.p.m.). Wyjazd ten muszę jednak zaliczyć do najmniej udanych spośród tych ostatnich dni. Ale po kolei.

Opuszczając Sabi spotkałem gościa jadącego w tym samym kierunku, czyli w górę Valle de Tena. Miałem średnią ochotę na towarzystwo, a co za tym idzie - jakieś dyskusje. Ostatecznie okazało się, że być może jest to początek owocnej znajomości. Ów Hiszpan nazywał się David García Barrio. Wspólnie posługując się łamaną angielszczyzną, dowiedziałem się m. in., że jego rodzice prowadzą sklep przy Plaza de Santa Ana, w którym w ubiegłym roku dokonałem pilnego zakupu opony, a obecnie, gdy tylko przechodzę obok, podziwiam ustawionego na witrynie cube’a na mechanicznej campagnolo super record za kilka tysięcy euro. Jego ojciec swego czasu ukończył Paris-Brest-Paris, a teraz robi po górach pętle o długości 200-300 km, w tym czasami taką, jaką ja mam zamiar przejechać w przyszłym roku: m. in. przez Col d'Aubisque, Col du Tourmalet, Col d'Aspin, 270-300 km, 8500-9000 m przewyższenia. Pikuś.

David należy do Club Ciclista Sabiñánigo, w ramach którego startuje w zawodach pod szyldem amatorskiej grupy AACC Kapelmuur. Otrzymałem zaproszenie do grupy, więc gdy tylko moja znajomość hiszpańskiego będzie zadowalająca, rozważę taką opcję. Dzisiaj rano jego ekipa pojechała się na 100-kilometrowy trening po górach, a biedak zaspał, dlatego dopiero teraz wybrał się, aby zajechać do Piedrafita de Jaca i zrobić kilka zdjęć ośnieżonym górom, po których jeździ i biega. Trzy tygodnie temu wspiął się na Balaitus (3144 m n.p.m.), z którego – jak stwierdził – przy dobrej widoczności widać Pico de Aneto (3404 m n.p.m.), Saragossę oraz Ocean Atlantycki.

Tak dojechaliśmy do Biescas (z prędkością średnią 32,5 km/h pod wiatr), gdzie zdarzyła mi się drobna usterka przy przedniej przerzutce, a która wyszła dopiero później na zjeździe. Kawałek dalej pożegnaliśmy się, David pojechał dalej, a ja zaatakowałem pojazd, który okazał się być godnym przeciwnikiem. Do samego Aso de Sobremonte liczy sobie 6,4 km długości i 500 m przewyższenia. Pierwsze 2 km są dość strome (w okolicach 10 %), 6 serpentyn, następnie odbicie w prawo do Betés de Sobremonte, odbicie w lewo do Yosa de Sobremonte, a główna droga wiedzie do Aso de Sobremonte.



Dalej będzie nudna seria serpentyn


Biescas widziane z góry, a do szczytu daleko







Jedyni kibice, którzy ucieszyli się na mój widok

Na szczycie chwilę zabawiłem. Ubrałem na siebie wszystko, co miałem i jazda w dół. Daleko nie ujechałem, gdyż pojawił się wspomniany problem z przednią przerzutką. Jak na złość, mój narzędziownik nie posiadał tego klucza imbusowego, którego akurat potrzebowałem do regulacji. Będąc zrezygnowanym, zrobiłem kilka zdjęć po drodze, aby coś z tego wyjazdu było. Oczywiście zmarzłem, nawet do tego stopnia, że w Biescas nie mogłem rozgrzać dłoni, choć było aż 10 st. C. Ręcznie tylko wrzuciłem łańcuch na duży blat i skierowałem się ku Sabi.

Znowu odpuściłem drugi z zaplanowanych na dziś podjazdów. Odkryłem go wczoraj na mapie. Jeżeli nawierzchnia będzie utwardzona – w co szczerze wątpię – to powinno dać się wjechać aż na około 1560 m n.p.m., co będzie zdecydowanie najwyższym podjazdem w promieniu 20 km od Sabiñánigo. W najbliższych dniach to sprawdzę.

Sobota w liczbach:
44,64 km
1 h 46 min 29 sec
Vśr = 25,15 km/h
Vmax = 52,91 km/h
prawie 880 m przewyższenia


Słowo na dziś:
la avería - usterka

3 komentarze:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. No proszę,pierwsze znajomości branżowe,oby tak dalej. Jednak nie jesteś takim socjopatą, za jakiego się uważasz... ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Albo za jakiego uważają Cię inni, hehe - taki żarcik Młody, żebyś nie myślał, że już się od nas uwolniłeś;) Magda

    OdpowiedzUsuń