Niedziela była taka piękna: ani jednej chmurki na niebie,
temperatura dochodziła do 16
st. C, a ja cały dzień boży dzień walczyłem z przednią
przerzutką – rozkręciłem ją, wyczyściłem, ustawiałem i regulowałem, aż w końcu nigdzie
nie pojechałem. A chciałem tego dnia odwiedzić miejsce dla mieszkańców Aragonii tak ważne,
jak dla Polaków Częstochowa - Monasterio de San Juan de la Peña. Bitwę ze sprzętem
wygrałem dopiero wieczorem, lecz było to gorzkie zwycięstwo. Przerzutka jakoś działała,
nie było idealnie, ale ważne, że z grubsza spełniała swoją funkcję.
Trudy dnia wczorajszego postanowiłem wynagrodzić sobie dzisiaj. Wystartowałem o
świcie mojego czasu, czyli po godzinie 14:00. Po 29 km kręcenia na zachód,
zjechałem z głównej drogi na prowadzącą do Santa Cruz de la Serós. Dwa kilometry wcześniej
uświadomiłem sobie, że zapomniałem zabrać odzienie wierzchnie –
kamizelkę bądź wiatrówkę. Chwila zastanowienia... może wrócić do domu? Jeśli nie zdążę przed zmrokiem, to zmarznę bardziej, niż zwykle. Nie, przecież jestem prawie u celu! Muszę tylko ograniczyć do minimum ilość postojów. Niemniej tamta myśl powróciła jeszcze na podjeździe, który całą drogę prowadził w cieniu wysokich skał. W
pewnym momencie temperatura spadła poniżej 6 st. C, a jedyne co mogłem zrobić, to ubrać
rękawiczki.
W samym miasteczku, gdzie zaczyna się właściwy podjazd,
znajduje się Iglesia de San Caprasio, budowany w latach 1020-1030. Z uwagi na
wymagany od siebie pośpiech, niestety nie poświęciłem mu chwili na
zrobienie fotografii – wszak to dosyć popularna w okolicy atrakcja, gdyż w prawie każdym
miasteczku stoi blisko 1000-letni kościół. Sam podjazd na szczyt płaskowyżu (1212 m n.p.m.), gdzie
znajduje się Nowy Klasztor z hotelem i innymi cudami, liczy sobie 8 km długości i 830 m przewyższenia
przy deniwelacji równej 440 m. Około kilometr przed końcem znajduje się wbudowany w
skałę Stary Klasztor, w którym – jak podaje legenda – ukryty był Święty Graal
przed Maurami. Gdyby podjazd liczyć od zjazdu z drogi N-240, miałby on następujące
parametry: 12 km
długości i 970 m
przewyższenia.
| Góry, góry... |
| ...wszędzie góry, a u dołu Santa Cruz de la Serós |
| Symbolów francuskich Pirenejów - Pic du Midi d'Ossau (2884 m n.p.m.) |
| Peña Oroel (1769 m n.p.m.) |
| Monasterio Viejo |
| Serpentyny obowiązkowo |
| Monasterio Nuevo (1212 m n.p.m.) |
Spod Nowego Klasztoru udałem się w kierunku Bernués. W ubiegłym roku w miasteczku tym spędziłem bodaj 2 godziny w portalu
tamtejszego 1000-letniego kościoła chowając się przed chmurą burzową, z której ostatecznie
spadło kilka kropel deszczu. Zjazd ma 10,5 km długości i na tym dystansie pokonuje
się 300 m
w dół. Nie wiem, jak to ująć w słowa, ale... ta droga jest po prostu piękna. Nawierzchnia prosta jak stół, prawie non-stop
w dół, delikatne zakręty, po których można dostojnie sunąć z prędkością 50 km/h, a do tego niesamowite krajobrazy wokół i zero samochodów. Jeśli w przyszłości zainwestuję w kamerkę, będzie to
pierwsza trasa, jaką uwiecznię na filmie.
| Droga-marzenie |
| Peña Oroel |
Na jej końcu skręciłem w lewo na drogę, którą peleton
przyjechał z Tarrazony podczas 6. etapu Vuelta a España 2012. Jej jakość
pozostawia trochę do życzenia, ale ważne, że znowu pnie się pod górę z finałem na Puerto
de Oroel (1080 m
n.p.m.) u stóp Peña Oroel (1769
m n.p.m.). Szybki zjazd do Jaca, na którym został już naprawiony asfalt na serpentynach (w ubiegłym roku były kratery jak
na drogach Dąbrowy Górniczej czy Sosnowca). Odcinek z Jaca do Sabi, jadąc z wiatrem, byłby tylko
formalnością, gdyby nie to, że około 6 km od domu najechałem na
paskudny kamień, wręcz głaz dla roweru szosowego. Aż podskoczyłem na nim, ale tym
razem, na szczęście ominęło mnie bliskie spotkanie z ziemią, co przy prędkości 45 km/h nie byłoby zbyt przyjemne. Przejechałem może 2
km i powietrze zeszło z tylnego koła, a że nie miałem ochoty zabierać się za kolejne naprawy roweru na poboczu drogi po zmroku, przez kolejne 2,5
km turlałem się na takim kapciu, a potem jeszcze kilometr z kolarskiego buta. Jutro wezmę
młotek, pojadę tam, odszukam ten kamień i dokonam srogiej zemsty.
| Chmury starają się przedostać ze strony tej niegodnej, najstarszej córy Kościoła |
Fragment dla statystyków:
86,47 km
3 h 20 min 59 sec
Vśr = 25,81 km/h
Vmax = 55,04 km/h
2450 m przewyższenia
Słowo na dziś:
la zapatilla - kapeć (lać)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz