Ostatnią łatką naprawiłem dętkę, która w dniu 14.11.2016 r. dostała snake bite w tylnym kole. Założyłem ją wówczas do przodu, ponieważ na trasie mniej fatygi jest z tym kołem. Przewidywany czas trzymania łatki - kilka miesięcy. Tak mówi doświadczenie życiowe. Przez kilka dni było OK. Dzisiaj chciałem wybrać się do Jaca na zakupy rowerowo-alkoholowe. Zanim ubrałem się, ujrzałem oczami wyobraźni, że nie ma powietrza w przednim kole. Lecz bagatelizowałem ten znak. Założyłem zatem odzienie wierzchnie, poszedłem po rower, a tu... kapeć. Nie wiem, czy to była intuicja, czy sygnał od Stwórcy.
Nie była tak późna pora jeszcze, więc zabrałem się za naprawę. Założyłem ostatnią dobrą dętkę, którą miałem, zacząłem pompować i nic. Okazało się, że też ma snake bite. Nowa (ponoć) dętka! Masakra. I smutek zarazem. Możliwe, że ktoś podmienił ją w sklepie. I z takim felerem jeździłem ostatnio. W przypadku awarii w Balneario de Panticosa, wracałbym w nocy pieszo 40 km, do tego cienko ubrany przy temperaturze spadającej do 0 st. C. Nie byłoby lekko, ale przeżyłbym (choć to bardziej gdybanie). Nie takie rzeczy robiło się na rowerze... chociaż nie, takich akcji jeszcze nie przerabiałem, na szczęście.
Jutro muszę kolejny raz (piąty) wybrać się do jednego z dwóch tutejszych sklepów (w każdym byłem po dwa razy i wypytywałem o szalenie drogą rzecz, jaką są łatki) i kupić w końcu kit reparación para cámara de aire. Sobota ma być deszczowa, ale trzeba przygotować rower na słoneczną niedzielę.
W ostatecznym rozrachunku, aktualnie posiadam:
- rower (w tym dwa koła),
- cztery dętki (w tym trzy specyficznie uszkodzone - snake bite),
- zero łatek.
Słowo na dziś:
mala suerte - pech (złe szczęście)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz