22 listopada 2016

Odgrzewany kotlet: Puerto de Somport

Odgrzewany kotlet - część druga i ostatnia. Dzień po zdobyciu najwyższego punktu Valle de Tena postanowiłem zrobić to samo w sąsiedniej dolinie - Valle del Aragon. Oznaczało to podjęcie już na starcie nierównej walki z zachodnim wiatrem w drodze do Jaca. Gdy jakoś uporałem się z tym fragmentem trasy, skręciłem w stronę Francji. Minąłem Castiello de Jaca, które cztery lata temu doznało szkód ze strony Río Aragon po ulewnych deszczach. Kolejną miejscowością była Villanúa. Na moje oko, jest to taki odpowiednik Biescas z siostrzanej doliny, czyli ostatnie większe miasteczko w drodze na północ. Po prawej wiedzie linia kolejowa, która wspina się pod górę niesamowitymi serpentynami.

Na mojej drodze pojawił się krótki tunel, który płynnie przeszedł w most na rzece. Kawałek dalej czaił się już założony w XI wieku Canfranc. Tuż za nim rozpoczyna się dość stromy podjazd (dochodzący do 10%), lecz jeszcze nie ten, o którym należy wspomnieć. Po minięciu ostatniej stacji benzynowej po stronie hiszpańskiej, po lewej stronie wyrosła zbudowana w 1876 roku wieża obronna Torreta de los Fusileros. Następnie przejechałem przez kilkudziesięciometrowy tunel, obok którego stoi zapora na Embalse de Canfranc. Zjechałem z głównej drogi do Canfranc-Estación, ponieważ dalsza jazda zawiodłaby mnie wprost do najdłuższego drogowego tunelu w Hiszpanii - międzynarodowy Túnel de Somport liczy sobie 8608 m. W samym miasteczku znajduje się centrala sterowania ruchem w tunelu oraz otwarty w 1928 roku międzynarodowy dworzec, który działał do 1970 roku, kiedy po stronie francuskiej doszło do zniszczenia mostu kolejowego na tej linii. Francuzi mostu już nie odbudowali, a znaczenie kolei w tej części Hiszpanii znacznie podupadło. Sam budynek jest niesamowity. Ma aż 240 m długości! Stanowi wspaniały przykład architektury kolejowej lat międzywojennych.

Przeciwnie niż w ubiegłym roku, finałowego podjazdu nie rozpocząłem na wysokości wejścia do dworca, a tuż za rogatkami miasta. Takie podejście do tematu oznaczało, że do przełęczy pozostało mi 6,85 km wspinaczki, która przy deniwelacji równiej 420 m dawała 540 m przewyższenia (nie wiem jakim cudem...). Na tej drodze są dwie duże serpentyny - jedna w połowie podjazdu, druga przed samym końcem. Gdy pierwszy raz jechałem tą drogą w 2015 roku, dokonałem spostrzeżenia, iż jest to najbardziej niesamowita trasa, jaką dane mi było pokonać. Po dłuższym pobycie w Pirenejach, zweryfikowałem to stanowisko. Niemniej droga ta wciąż robi na mnie piorunujące wrażenie. Na wysokości pierwszej serpentyny temperatura spadła do 12 st. C, a ja miałem na sobie tylko w krótką koszulkę i potówkę. Pokonując jednak podjazd o stałym nachyleniu 8-10 %, człowiek nie czuje tak zimna. Od prawej minąłem narciarską wioskę Candanchú i chwilę później byłem już na przełęczy.



Pico Collarada (2886 m n.p.m.)
W oddali Peña Oroel, po prawej La Torreta
Widok z przełęczy na stronę francuską

Przełęcz stanowi początek Drogi Aragońskiej Camino de Santiago



Nauczony doświadczeniem dnia wczorajszego, zabrałem ze sobą rękawki, które na zjeździe nie zrobiły jednak większej różnicy. Słońce zaszło i temperatura spadła poniżej 10 st. C, dlatego przemarzłem na kość jadąc w dół z prędkością ponad 70 km/h. Doszło nawet do zabawnej, ale i niebezpiecznej sytuacji: gdybym nie opanował się jakoś, tak bym się trząsł z zimna, że nie utrzymałbym prosto kierownicy i zaliczyłbym bliskie spotkanie z asfaltem. Wróciłem do Canfranc-Estación, uzupełniłem ze źródełka wodę w bidonie (i tak do końca trasy nie wziąłem ani łyka, bo była za zimna) i pojechałem dalej. W cieniu doliny droga wiodła jeszcze przez kilkanaście kilometrów, więc dopiero przed Jaca zrobiło się odrobinę cieplej. Problem w tym, że Słońce już zaszło za góry, ja byłem bez świateł, a do domu zostało prawie 20 km. Biorąc jednak pod uwagę mały ruch na drodze, którą wybrałem oraz kulturalną i bezpieczną jazdę Hiszpanów, wróciłem do domu cały i o dziwo zdrowy. Tego dnia wykręciłem około 95 km.


Słowo na dziś:
la muerte - śmierć

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz