18 listopada 2016

Traktat o rowerze

O aktualnym rowerze słów kilka (choć dla mnie to temat-rzeka) miałem napisać w dniu wczorajszym, ponieważ - jeśli mnie pamięć nie myli - równo 18 miesięcy wcześniej odbyłem na nim swoją pierwszą przejażdżkę. Już począłem tworzyć rozbudowany wpis, lecz w porę coś mnie tknęło i zdołałem ograniczyć swe pisarskie zapędy. Jak to kiedyś ujął mój profesor filozofii, który w wieku 71 lat miał na koncie blisko 70 publikacji naukowych: „jestem zmuszony, by hamować własne moce twórcze”…

18 miesięcy minęło jak jeden dłuższy wyjazd. Pora więc na drobne podsumowanie. Gwiazdą wieczoru jest Canyon Ultimate AL SLX 9.0 SL. Moja druga kolarka w kwestiach technicznych prezentuje się następująco:
  • rocznik 2015,
  • rama aluminiowa, podwójnie cieniowana, rozmiar L,
  • pełna grupa Sram Force 22,
  • koła Mavic Kysrium SLS,
  • waży około 7,6 kg + – 0,1 kg,
  • …i kosztował 10 razy więcej, niż pierwszy rower.

La Bestia

W ciągu tych 551 dni przejechałem na nim 23.564 km + – 33 km (błąd pomiaru licznika na poziomie 0,14 %), co daje średnio 42,766 km na dzień. Wykręcenie tego dystansu zajęło mi 897 godzin i 19 minut, czyli prawie 1 godzinę i 38 minut na rowerze dziennie. Zatem każdego dnia pokonywałem dystans biegu maratońskiego w trochę lepszym czasie niż wynosi rekord świata. Wytop łydy trzeba uskuteczniać, nie ma zmiłuj.

Trochę wstyd się przyznać, ale nie dbałem o rower tak, jak pierwotnie zakładałem, że będę to czynił. Jeżeli przyjąć, że żywotność łańcucha wynosi 3000 km, kaseta wytrzymuje 3 łańcuchy (9000 km), a blaty korby 3 kasety (27.000 km), to zajeżdżam swój rower niemiłosiernie. W 2015 roku przejechałem 10.500 km (w 407 godzin i 36 minut) na jednym łańcuchu i jednej kasecie. Faktycznie, po około 7000 km łańcuch zaczął sprawiać problemy, tzn. nie zawsze odpowiednio wskakiwał na daną zębatkę. W tym roku zainwestowałem w nową kasetę i dwa łańcuchy, które - zaraz po umyciu roweru - miałem zmieniać rotacyjnie co 1000 km. W lecie taki dystans byłem w stanie zrobić w ciągu 1-2 tygodni. Plany znowu spaliły na panewce. Lenistwo zwyciężyło.

Rekordy i ciekawostki:
  • największa prędkość: 89,35 km/h (12.07.2015 r., zjazd z przełęczy Somport do Canfranc-Estación; w przyszłym roku, na zjeździe z Tourmalet postaram się zbliżyć do 100 km/h, próbując przy tym nie zabić się,
  • najwyżej położone miejsce: 1800 m n.p.m. (29.06.2015 r., stacja narciarska Sarrios),
  • najdłuższa dzienna trasa: 400 km w 13 godzin i 5 minut dla Vśr = 30,56 km/h (07.08.2016 r., Katowice-Ogrodzieniec-Katowice-Pszczyna-Katowice-Woźniki-Katowice),
  • najdłuższa jazda bez trzymania kierownicy: 4,00 km w około 8 minut (27.12.2015 r., ul. Beskidzka w Katowicach),
  • najwięcej kilometrów wykręciłem w Polsce, następnie w Hiszpanii (3914 km), potem w Słowacji, we Francji (32 km) i w Czechach (12 km),
  • ilość dziennych tras o dystansie minimum 100 km: 70 (a do tego kilka takich dni, kiedy wykręciłem ponad 100 km, ale nie policzyłem tego, jako jednolita trasa),
  • ilość bliskich spotkań z asfaltem: 2 (08.04.2016 r. - minimalnie zbyt duża prędkość na mokrym rondzie; 05.06.2016 r. - dziecko na hulajnodze na ścieżce rowerowej),
  • kilka drobnych usterek, w tym 2 kapcie (ostatni w dniu 14.11.2016 r.).




Od niedzieli ma padać przez kilka dni, dlatego dzisiaj wybrałem się na przejażdżkę po okolicznych hopkach. Zaliczyłem miejscowości Osán, Latas, Larrés, Cartirana. Podjazd do pierwszej z nich uświadomił mi, że trzeba się odchudzić. Masa jest, pora ją rzeźbić, a na wiosnę cieniować nogę, lecz przede wszystkim brzuch.

Dzisiejsza jazda, nie uwzględniona w tych statystykach:
40,53 km
1 h 42 min 50 sec
Vśr = 23,65 km/h
Vmax = 70,74 km/h
800 m przewyższenia


Słowo na dziś:
la bicicleta - rower

1 komentarz:

  1. Blogi nie jest łatwo pisać. Przyznam, że Twoje opisy są nie tylko ciekawe, ładnie pisane ale pokrywają się często z moimi obserwacjami tak jak wytrzymałość napędu czy brak empatii wielu polskich kierowców. Parę lat temu miałem takie zdarzenie w Chechle k/Błędowa kiedy zjeżdżając ze sporą prędkością kierowca starego VW chciał we mnie wjechać na czołówkę. Przez moment nasze oczy się spotkały. Odbiłem i wylądowałem w rowie. On dodał gazu i uciekł pod górkę błędowską. Udało mi się wtedy pozbierać ale do dziś zastanawiam się co kierowało tego młodego kierowcę by doprowadzić do zderzenia.
    Mimo tego zdarzenia wydaje mi się, że ze dla rowerzystów bezpieczeństwo się poprawia.
    Zdarza mi się, że pozdrawiają mnie przy wyprzedzaniu mimo, że wcześniej długo kierowca ciągnie się za mną nie mając możliwości wyprzedzenia przy zjeździe albo przy szybszej jeździe z wiatrem. Wielokrotnie kierowcy jadący z przeciwka decydowali się zrezygnować z wyprzedzania na trzeciego mając mnie naprzeciw a takie wyprzedzanie było jeszcze niedawno przecież na porządku dziennym.
    Oczywiście zawsze i wszędzie może trafić się jakiś frustrat. Przecież każdy kraj ma swoich idiotów. W Polsce przypuszczalnie bardziej prawdopodobne niż na Zachodzie, ale generalnie kultura jazdy poprawia się. https://www.strava.com/athletes/13191863

    OdpowiedzUsuń