Niezależnie od tego, czy mam zapalenie oskrzeli, zapalenie płuc czy zwykłą anginę, musiałem dzisiaj wyjść na rower. Pokręciłem się chwilę po okolicy. W cieniu było zimno, w Słońcu zaś przyjemnie. Przed Larrés kolejny raz stanęło mi na drodze stado owiec. Musiałem zmodyfikować dalszą trasę w części dotyczącej powrotu do domu. Zbliżał się już zachód, a osłabienie organizmu robiło swoje. W ten oto sposób, czyli bez szału, zakończyłem 2016 rok.
| Ostatni dzień roku - widok na wschód |
| Na północ |
| I na zachód |
Drobne podsumowanie roku wygląda następująco: przejechałem 14.333 km w ciągu 542 godzin i 44 minut. Ponadto na starym rowerze, do pracy, na zakupy i w innych celach, pokonałem 2000-3000 km, jeśli dobrze liczę. Miesiącem najbardziej obfitującym w zweryfikowane kilometry był sierpień (2600 km), podczas którego zaliczyłem też swoją dzienną „życiówkę”: 400 km w 13 godzin i 5 minut. Dwa razy miałem bliskie spotkanie z asfaltem, stąd życzyłbym sobie, aby 2017 rok obył się bez takich sytuacji.
Z reguły nie czynię żadnych noworocznych postanowień, gdyż są one funta kłaków niewarte, lecz na gruncie kolarskim mam kilka celów na przyszły rok:
Z reguły nie czynię żadnych noworocznych postanowień, gdyż są one funta kłaków niewarte, lecz na gruncie kolarskim mam kilka celów na przyszły rok:
- przede wszystkim chciałbym nie zabić się,
- miło byłoby ukończyć Quebrantahuesos 2017 w gronie pierwszych 3000 zawodników,
- wypadałoby zdobyć w końcu kilka przełęczy po stronie francuskiej, w tym w ciągu jednego dnia między innymi Col d’Aubisque, Col du Soulor, Col du Tourmalet i Col d’Aspin,
- ponadto muszę odwiedzić kilka kultowych podjazdów: Cauterets, Hautacam, Cirque de Troumouse czy Col de Tentes (2207 m n.p.m. - właściwie to nie jest przełęcz, a ślepy, 40-kilometrowy podjazd o przewyższeniu 1800 m, gdzie ostatnie 10 km ma 10 % nachylenia),
- chciałbym jeszcze raz wjechać na Col de la Pierre-Saint-Martin, tym razem od strony francuskiej, a do tego zaliczyć pobliski, niszczący podjazd Port de Larrau,
- zobaczenie z bliska w 2017 roku Tour de France i Vuelta a España będzie trudne, lecz nie niemożliwe - ponieważ etapy nie będą w pobliżu rozgrywane, trzeba będzie przejechać w jedną stronę 150-200 km, ale łatwiej chyba będzie zorganizować sobie jakiś transport,
- na pewno muszę pojechać do kilku miast: Pamplona (250 km w dwie strony), Zaragoza (350 km w dwie strony) i San Sebastián (400 km w dwie strony),
- na koniec chciałbym zorganizować tutaj pewne zgromadzenie cykliczne, ale w swoim czasie będzie o tym więcej,
- aaa, i muszę zmienić koncepcję prowadzenia blogu - myślę, że sensowniejsze będzie dodawanie wpisów nie każdego dnia o byle czym, lecz wówczas, kiedy uskutecznię jakąś grubszą przejażdżkę, coś ciekawego będzie miało miejsce w okolicy lub wpadnę na pomysł, aby napisać o rzeczy nader interesującej z punktu widzenia mieszkańca odległej krainy o nazwie Polska.
Tak to wygląda. Szkoda, że jestem chory, a na zewnątrz delikatnie minusowa temperatura, bo wybrałbym się na przejażdżkę po okolicy. Ale jutro też jest dzień, choć najpierw trzeba wyzdrowieć.
¡Prospero año y Felicidad!
Dane:
14,80 km
38 min 17 sec
Vśr = 23,19 km/h
Vmax = 45,93 km/h
Słowo na dziś:
el fin - koniec
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz