10 grudnia 2016

Puerto de Monrepós

Przypadkiem znalazłem na stronie internetowej największego hiszpańskiego dziennika zestawienie dziesięciu najlepszym miejsc w Hiszpanii do podziwiania zachodów Słońca. Na tej liście był „panoramiczny balkon Pirenejów”, który dzisiaj odwiedziłem - Puerto de Monrepós (1280 m n.p.m.).

Planowałem odwiedzić tereny na północny-zachód od Jaca, ale z uwagi na późną porę, wybrałem się na południe. Celem była przełęcz Monrepós, która zlokalizowana jest w Sierra de Guara na trasie Sabiñánigo-Huesca. Rowerem można dojechać tylko do tego miejsca, dalej zaczyna się bowiem trasa szybkiego ruchu z kilkoma tunelami. W niedalekiej przyszłości cała droga stanie się autostradą.

Z Sabiñánigo na przełęcz jest około 25 km, z czego ostatnich 10 km to właściwy podjazd. Wybrałem jednak trasę alternatywną, ponieważ dalej mam w pamięci, jak w ubiegłym roku nieprzyjemnie jechało się tą drogą pod górę przy stosunkowo dużym ruchu. Po 10 km od wyjechania z domu, w Hostal de Ipiés skręciłem w prawo w kierunku Caldearenas. Po chwili zatrzymałem się przy skrzyżowaniu z drogą prowadzącą do miejscowości Navasa. Coś piszczało w rowerze. Okazało się, że był to cichy krzyk łańcucha, o który ostatnio zapomniałem zadbać. W tym momencie zatrzymała się obok mnie starsza para z pytaniem, czy wszystko w porządku. Ostatnio zostałem wzięty za Marokańczyka, dzisiaj za Francuza. Uprzejmie podziękowałem za gotowość do udzielenia pomocy i każdy pojechał w swoją stronę.

Minąłem Latrás i Latre. Dojechałem do Caldearenas, gdzie skręciłem w kierunku podjazdu na przełęcz. Do tego miejsca droga była momentami świetnej jakości, a momentami nie widziała remontu od lat. Drogą wąską, ale o stałej, dobrej nawierzchni przejechałem następnie przez Aquilué, San Vicente i Serué. Za ostatnią wioską rozpoczęła się wspinaczka, która nie dawała chwili wytchnienia. W końcu znalazłem się w miejscu, gdzie powstaje jedna z jezdni przyszłej autostrady. Przejechałem przez ów plac budowy z przekonaniem, że się zgubiłem. Na szczęście było to mylne wrażenie. Po pokonaniu blisko 4 km znalazłem się na głównej drodze. Stąd jeszcze 2 km pod górę i byłem na przełęczy. Tą trasą zrobiłem w sumie 38 km.

Latre, Iglesia de San Miguel

Droga przez plac budowy

Z przełęczami jest podobnie jak z wieloma szczytami - różne źródła podają różne wysokości


Zaciekawiła mnie pobliska droga marnej o nawierzchni. Zaryzykowałem i po niecałym kilometrze dojechałem do stacji bazowej jednego z hiszpańskich operatorów telefonicznych. Grubo przekroczyłem wysokość 1300 m n.p.m., ale widok był kiepski, ponieważ wszystko zasłaniały krzaki. Zjechałem na błotnisty parking poniżej przełęczy, który okazał się właściwym balkonem panoramicznym. Moim oczom ukazały się całe aragońskie Pireneje. Niesamowita przestrzeń. Zrobiłem kilka zdjęć, ubrałem się i ruszyłem w dół. W ubiegłym roku w lecie, choć nawierzchnia raz jest asfaltowa, raz betonowa, można było non-stop jechać z prędkością nie mniejszą niż 60 km/h, nie blokując przy tym zbytnio ruchu. Teraz w wielu miejscach jezdnia była mokra, zdarzyło się nawet błoto z budowy, dlaczego nie ryzykowałem i zjeżdżałem poboczem. Taki zjazd nie należał do najprzyjemniejszych z uwagi na ciągłe zaciskanie klamek hamulcowych. W końcu dotarłem do końca zjazdu, skąd zostało jeszcze 15 km do Sabi, gdzie byłem tuż po zmroku.

Peña Oroel (1769 m n.p.m.), po drugiej stronie leży Jaca


Valle de Tena, na drugim planie Punta Güé (1579 m n.p.m.)

Punta del Mallo (1653 m n.p.m.) i Oturia (1921 m n.p.m.)

Po prawej Monte Perdido (3355 m n.p.m.)

W dole dolina, którą przyjechałem

Widok na wschodnią część aragońskich Pirenejów


Dane:
65,56 km
2 h 47 min 59 sec
Vśr = 23,41 km/h
Vmax = 60,47 km/h


Słowo na dziś:
el paisaje - krajobraz

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz