27 grudnia 2016

Puerto del Portalet (2)

Zgodnie z nadzieją wyrażoną w dniu 01.12.2016 r., kiedy dojechałem tylko do miejscowości Formigal, dzisiaj udało mi się ostatni raz w tym roku zdobyć Puerto del Portalet. W największym skrócie, gdyż zaczątki bomby nie ominęły mnie podczas powrotu: pogoda ładna i ciepło (na przełęczy było 7 st. C), co już staje się nudne, ponadto duży ruch na drogach, a narciarze na stokach. Jechało się nad wyraz i nadzwyczaj miło. Jedynym elementem, którego wolałbym się wystrzegać w przyszłości, to Francuzi na drogach - zarówno kierowcy, jak i piesi. Może nie jeżdżą tak niebezpiecznie jak Polacy, ale swoim zachowaniem - w ramach tej sfery współżycia społecznego - nie przeczą twierdzeniu, iż jak naród stanowią całkowite przeciwieństwo sympatycznych i uprzejmych Hiszpanów. Ale mniejsza o to.


Lanuza
Sallent de Gállego
Formigal


Wyznaczyłem sobie kolejny segment: rozpoczyna się na zjeździe z ronda, obok którego znajduje się ostatnia po właściwej stronie granicy stacja benzynowa, a także pierwsza z czterech - licząc od strony Formigal - stacja narciarska. Zatem startując na wysokości ok. 1515 m n.p.m. i przejeżdżając 5,84 km w czasie 25 minut i 17 sekund, znalazłem się 71 m wyżej niż Diablak, czyli najwyższy szczyt masywu Babiej Góry, na której nigdy nie byłem.


Pierwszy śnieg od wiosny, po którym spacerowałem
Pic du Midi d'Ossau (2884 m n.p.m.)
Zona Portalet


Pokręciłem się bez celu po znajdującym się na przełęczy centrum handlowym. Dla innych, o tej porze roku wyglądałem tam pewnie równie dziwnie, jak dla mnie Francuzi, którzy specjalnie wjechali tak wysoko, aby taniej kupić papier toaletowy. Ubrałem się i zjechałem poniżej czwartej stacji narciarskiej. Z miejsca, w którym zrobiłem ostatnie zdjęcie, chwilę przede mną odjechali - po sfotografowaniu widoków - dwaj Brytyjczycy. Ich zapakowany po dach, stary i zdezelowany samochód początkowo nie chciał odpalić, ale po kilku próbach udało się i ruszyli na południe, być może za cel obrali sobie Gibraltar. Z uwagi na duży ruch, starałem się zbytnio nie szaleć na zjazdach. Do Sabi wróciłem o zachodzie Słońca.






Tak przy okazji: jedną z zalet mieszkania na Półwyspie Iberyjskim jest ponoć 300 słonecznych dni w roku, w tym 100 upalnych. W grudniu przez kilka dni niebo było zachmurzone, ale chyba tylko raz padał drobny deszczyk - co do tego nie mam jednak pewności. Do końca roku sytuacja ma się nie zmienić.


Dane:
90,56 km
3 h 39 min 42 sec
Vśr = 24,73 km/h
Vmax = 70,16 km/h


Słowo na dziś:
el cumpleaños - urodziny

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz