Nogi potrzebowały przynajmniej jednego dnia wytchnienia, zatem środa została przeznaczona na szeroko pojętą regenerację - jedzenie i spanie. Dzięki jeździe samej w sobie, generalnie mogę jeść, co chcę i kiedy chcę. W pewnym sensie dobrze, że mam akurat takie podejście do kolarstwa. W przeciwnym razie pewnie musiałbym trzymać się jakiejś rygorystycznej diety, a nie na tym chyba rzecz polega, jeśli chce się z tego czerpać czystą przyjemność.
Rower wymagał odświeżenia, więc jedyny kontakt, jaki dzisiaj z nim miałem, ograniczył się do czynności jego umycia. Czwartek będzie dniem próby pobicia wyniku na prywatnym segmencie znajdującym się na wschód lub na zachód od Sabi.
Słowo na dziś:
el panadero - piekarz
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz